Mam watpliwosci... tak zawsze zaczynam rozprawke nad tym co czynic i jak aby dopelnic wartosciami powziete decyzje. Czasami czuje sie osaczona. Z każdej strony napływają dziwne mysli i przeczucia ale wiem, ze to tylko w dobrym kierunku brnie. Tak mysle, chce w to wierzyc. Ostatnio bywamy w dolku - Pani M miewa koszmary i dziwne mysli. Oby to mialo podloze zwiazane z egzaminami i stresem w szkole.... ile jeszcze musi sie nacierpiec? Ile jeszcze nawspominac? Bywaja chwile gdy nie jestem w stanie sama sobie poradzic z tym co slysze. Wyobraznia uruchamia swoje oblicze a ja jestem bezradna - tyle, ze to juz minelo. Mam do siebie pretensje, ogromne pretensje, ze nie dzialalam wczesniej. Kazdy tylko przestrzegal 'nie rob tego' - bo co? Do cholery jasnej - to dziecko przezylo niesamowita traume i byc moze juz cale zycie bedzie sie z tym delikwentem zmagac - z przeszloscia, ktora ja goni bo jest jeszcze jej biologiczna siostra. Zostala tam... gdzies. Moze bez tych luksusow, ktore dla Pani M sa obecnie przyswajane podstawowe potrzeby. Czy luksusem jest materac w lozku, ciepla zupa i mozliwosc przytulenia sie do kogos??? Wyobraźcie sobie, ze dla milionow dzieci jest to luksus z najwyżej polki.
Obarczam siebie sama filozofia wypominek ale w gruncie rzeczy bylam swiadoma tego co zrobilam i w jakim stopniu wywalczylam to dobro. Bo to jest dobro, dobro dziecka okaleczonego, dobro dziecka z kajdan wyzwolonego. Z kajdan rozpaczy, przemocy, bezradności i braku miłości. Jak mozna nie kochac dziecka, swojego dziecka? Jak mozna mu to wprost wypowiedziec od tak bez skruchy i wyrzutów sumienia? Nie godze sie na taki los dzieci... od chwili gdy pojawilo sie moje drugie szczescie wiem jak wazne jest mowienie dzieciom ''kocham Cie'' a nade wszystko jak wazne staje sie prezentowanie tego w postaci skromnych, prostych gestow. Przytulas, pocałunek w czolo, wspólne sniadanie, piatka, wysłuchanie i oferowanie pomocy. Podanie dloni, otarcie lez i pocieszenie.
Walka to nie wszystko. Nalezy potem zyc i dac z siebie ogrom wartosci jakie dzieci chlonna dnia kazdego. Bywalo mega ciezko, jest czasami ciezej. Mimo podejscia pedagogicznego - tak mi sie wydaje, ze je posiadam o dosc glebokich korzeniach praktycznych - warto zasiegnac rady. Te wazne i proste mysli od mamy, kolezanki, terapeuty czy moze te szarpane emocjami w walce o dostep do wlasnej intuicji. Warto pytac i prosic o pomoc, warto pomagac i udzielac rad jesli ktos ich potrzebuje i wierzy w Twoje podejscie do sprawy. Ah nie daj sie zycie! A no nie daje sie... dziele je miedzy to co jest tu i teraz a faktyczny stan duchowy tych, ktorych kocham. Nie jest latwo ogarniac sprawy, gdy samemu jest sie emocjonalnie rozbitym. Zbyt wiele czynników sprawia, ze moglabym ulec i zlozyc bron. Tyle, ze to nie moja bajka. Jestem wojownikiem i do skutku walcze, z energia czy bez brne do przodu bo musze, chce a przede wszystkim wiem, ze licza na mnie dwie pary dorastajacych oczu.
Powracamy po dluuuugim kontraście życiowych perypetii.
Miss Magic
Wyspa Pani M
Obarczam siebie sama filozofia wypominek ale w gruncie rzeczy bylam swiadoma tego co zrobilam i w jakim stopniu wywalczylam to dobro. Bo to jest dobro, dobro dziecka okaleczonego, dobro dziecka z kajdan wyzwolonego. Z kajdan rozpaczy, przemocy, bezradności i braku miłości. Jak mozna nie kochac dziecka, swojego dziecka? Jak mozna mu to wprost wypowiedziec od tak bez skruchy i wyrzutów sumienia? Nie godze sie na taki los dzieci... od chwili gdy pojawilo sie moje drugie szczescie wiem jak wazne jest mowienie dzieciom ''kocham Cie'' a nade wszystko jak wazne staje sie prezentowanie tego w postaci skromnych, prostych gestow. Przytulas, pocałunek w czolo, wspólne sniadanie, piatka, wysłuchanie i oferowanie pomocy. Podanie dloni, otarcie lez i pocieszenie.
Walka to nie wszystko. Nalezy potem zyc i dac z siebie ogrom wartosci jakie dzieci chlonna dnia kazdego. Bywalo mega ciezko, jest czasami ciezej. Mimo podejscia pedagogicznego - tak mi sie wydaje, ze je posiadam o dosc glebokich korzeniach praktycznych - warto zasiegnac rady. Te wazne i proste mysli od mamy, kolezanki, terapeuty czy moze te szarpane emocjami w walce o dostep do wlasnej intuicji. Warto pytac i prosic o pomoc, warto pomagac i udzielac rad jesli ktos ich potrzebuje i wierzy w Twoje podejscie do sprawy. Ah nie daj sie zycie! A no nie daje sie... dziele je miedzy to co jest tu i teraz a faktyczny stan duchowy tych, ktorych kocham. Nie jest latwo ogarniac sprawy, gdy samemu jest sie emocjonalnie rozbitym. Zbyt wiele czynników sprawia, ze moglabym ulec i zlozyc bron. Tyle, ze to nie moja bajka. Jestem wojownikiem i do skutku walcze, z energia czy bez brne do przodu bo musze, chce a przede wszystkim wiem, ze licza na mnie dwie pary dorastajacych oczu.
Powracamy po dluuuugim kontraście życiowych perypetii.
Miss Magic
Wyspa Pani M

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)