Dziecieco Proste

Czy wygralismy? Nie, to jeszcze nie zwyciezstwo... ale zmierzamy ku lepszemu.
- Ciociu, dlaczego to tyle trwa, dlaczego tak dlugo na wszystko sie czeka? - Nigdy nie wiem co mam odpowiedziec i jak, i dlaczeo do cholery ja musze na te pytania odpowiadac. To nie jest latwe. Ba wrecz odwrotnie nurtuje mnie przeokropnie. Kazdy rodzic ma zapewne zestaw odpowiedzi na oczekiwane pytania. A co gdy te pytania sa nie do rozwiklania. Ani czasowo ani profilaktycznie nie jestes w stanie dziecku wyjasnic przyczyn zaistnialych wydarzen. 
- Kochanie, tak widocznie wyglada caly system i musimy uzbroic sie w cierpliwosc. Pamietasz ile trwala rozprawa w sadzie, i to nie jedna a kilka? Takze nie mysl o tym bo w tej kwestii to my z wujkiem sie mamy obowiazek o to troszczyc - z takim niedowierzaniem spojrzala na mnie i wiedzialam, ze beda kolejne pytania, ze bedzie drazyc temat. Wcale sie jej nie dziwie. 
- Ciociu dobrze wiesz, ze nie  to pytam - no i tu jak zwykle stoje w oliczu prawdy a tym co chcialabym jej powiedziec aby pocieszyc - prawda? 
(...)
I jeszcze ta jej mina, ten wyraz twarzy, ktory mowi wszystko. Pytajaco stawia konkretne zagadnienia do rozwikłania. 
- Slonce, coz Ci moge powiedziec. Tak niestety wyglada swiat dorosłych  Wszystko jest pomieszane i pokręcone  z domieszka braku checi, czasu i cierpliwości. Ale ja to wszystko odkrece, zobaczysz. 
- Wiem, bo jesteś wielka - i juz milknę  drzy mi glos a lzy same do oczu naplywaja w taki nieoczywisty sposob - jestes, zawsze bylas i bedziesz. Kocham Cie. 
 I jak masz wytłumaczyć 9 latce, ze system zawiodl na calej lini, ze sad zawiodl, ze Polska Ambasada zawiodla i wszelkie zrodla pomocy, do ktorych zwracalism sie z prosba o jej udzielenie. 

          Byc moze pamietacie jak pisalam o wzywaniu o pomoc wszelkich jednostek administracyjnych polskiego urzedu na obczyźnie. Byc moze wsluchaliscie sie w glos Naszego zawolania a moze i nie. Otoz po opublikowaniu listu do ambasady, ktory wyslalam wielokrotnie w postaci elektroniczej do konsula i ambasady odezwala sie pani redaktor (nie bede wymieniac jakiej gazety) oraz pani z opieki spolecznej, ktore generalnie ''gowno'' zrobily. Tak, niestety. To, ze otrzymalismy paszport tymczasowy dla dzieck bylo tylko i wylacznie moja zasluga, zasluga mojej walki i prosb o przyznanie przynajmniej paszportu tymczasowego na okres wyjazdu do Polski na Swieta Bozego Narodzenia. Po kolejnych mailach otrzymalam wiadomość telefoniczna, ze po ponownym rozpatrzeniu Naszej sprawy otrzymalismy paszport tymczasowy dla mojej siostrzenicy. Niestety ani pani z opieki namnie pomogla a co gorsza pani dziennikarka obiecala artykul o Marcelce, ktory do dnia dzisiejszego nie ukazal sie w mediach na lamach publicznej prasy. W ten o to sposo poraz kolejny Nasze dziecko i jego potrzeby zostaly zignorowane. Jej wolanie o pomoc i zadoscuczynienie zostaly zaniechane bo nie doszlo chyba do jeszcze az takiej tragedi. Blagam Was ta dziewczynka przeszla pieklo a my razem z nia kolejne, bardziej duchowe i psychiczne. Nie znam juz wiekszej znieczulicy na sam fakt opowiadania o jej przejsciach. Nie znam wiekszej ignorancji oraz brak wspolczucia. Bo dziecko juz jest bezpieczne i maja Panstwo wyrok. Powiedziec Wam cos... dziecko wciaz sie boi wszystkiego, bo matka dziecka wie, gdzie my mieszkamy (czego nie mozemy o niej powiedziec), wie takze do jakiej szkoly chodzi. Wie wiecej niz my o niej. Nie pojawila sie w sadzie ani razu, nie stawila sie by walczyc o ta 9 latke. Gdzie bylas? Gdzie jestes? Pytam do jasnej cholery!!! I nikt naprawde nie potrafi Nam pomoc, nikt nie potrafi tego naglosnic. Za malo dramaturgii, tragedii nie bylo, dziecko tylko kilka razy oberwalo w nos i stracilo przytomnosc. Zatem jakim prawem mamy czelność zadac czegokolwiek. 
          Sprawa kolejna - dla Nas nie do przyjęcia - okazuje sie, ze wyrok sadowy jest nieprawomocny, nierozpoznawalny na terenie Polski... serio??? Pytam sie serio???? O co tu chodzi? Zrobiliśmy mega przysługę opiece społecznej z Ealing, zaoszczędzili kupe forsy, wykorzystali Nas a co najgorsza pozostawili dziecko na pastwe biurokracji i narazili na kolejne okrucieństwo ze strony rodzica. Ilekroc pisze o tym kolejnym jednostka aby uzyskac fachowa pomoc robi mi sie niedobrze, nie potrafie zapanowac juz nad tymi emocjami. Wyrok jest nieprawomocny... jak to dziecko ma sie czuc. Jak niczyje, niechciane czy nie akceptowane? Czyja w tym sprawka, by tak traktowac niewinne, bezbronne dziecko? Czyja, pytam sie! Ilez jeszcze musimy przejść? Ilez musimy wycierpiec? Nie wiem juz co mam mowic mojej siostrzenicy. Przestalam jej to tłumaczyć bo skoro ja nie pojmuje tych zachowan to jak ona ma je zrozumiec. Pragne by była szczesliwa w pelni tego slowa znaczeniu, by byla soba, by nie musiala kryc emocji, by byla dzieckiem i miala dziecinstwo. I jeszcze raz powtarzam nikt nie ma prawa wyrazac opini na temat jej zachowan czy sposobu bycia, wychowania czy zachowan. Nikt!!! Bo nikt nie wie ile przeszla, czego doswiadczyla i jak siadla jej przez to przychika i duchowe podejscie do wiekszosci spraw. Nikt nie ma prawa wyrazac na jej temat opini, nie ma prawa Nam zwracac ugawe jak ja wychowywac i jak postępować, nikt!!!

Dobrego Dnia 



Komentarze