Do utraty... tchu!
Tak mi powiedział, gdy bral mnie za reke aby ponownie wdrożyć te Nasze gierki w zycie.
- Ciesze sie, ze to Ty. Ty to Ty wiesz nikt inny ale, ze tylko TY! - nie miałam pojecia o co chodzi. Zrozumiałam w momencie, gdy mnie przyciagnal do siebie i tym wzrokiem wyznal pragne Cie. Nie miałam odwagi ani nie chciałam sie sprzeciwiac. W gruncie rzeczy myślałam tylko o jednym jak zwerbować siebie i to co czuje do zawarcia paktu z przymierzem seksualnego wyzwolenia. Nie miałam w planach uwodzenie go na nowo, kombinowanie co i jak, tworzenie nowych realiów czy praktykowania podchodów. Miałam ochote na wyuzdane eksperymenty i oddanie sie w jego silne dlonie w całości. Śmiało odczulam to samo z jego strony zatem jak moglo zaniknąć cos co w ramach akcji bądźmy ze soba przyciagnelo Nas jeszcze bardziej do siebie, zbliżyło... poprzez weryfikacje namiętności jaka wręcz narodziła sie jak feniks z popiołu. Po tylu latach rozbudzac wciąż takie pozadanie w swoim partnerze znaczy cos wiecej. Po tylu latach wzmożony apetyt na polowke ma w swym przekazie tylko jedno do zakomunikowania: to jest na serio prawdziwe, zawsze było - czy jest zle czy dobrze - zawsze było i bedzie! Wszak jesteśmy, przetrwaliśmy to wszystko. Dotarliśmy na szczyt całkiem swiadomie, przytomnie. W przekonaniu i pewnym przeświadczeniu o swobodzie bycia, prostocie zycia i fanaberii wydarzeń jakie przynosi los.
''Czułem ciężar na sercu, mając wrażenie, że nasz związek zaczyna przypominać wirowanie dziecinnego bąka. Gdy byliśmy razem mieliśmy siłę, by utrzymać go w ruchu, a rezultatem było piękno, magia i niemal dziecinne wrażenie cudu. Gdy się rozdzieliliśmy, wirowanie nieuchronnie wyhamowało. Staliśmy się chwiejnie, niestabilni i wiedziałem, że muszę znaleźć jakiś sposób, by uchronić nas od przewrócenia się.''

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)