Nie wiem sama wlasciwie jak zaczac... za kazdym razem cos staje na przeszkodzie gdy podejmuje sie kolejnego wyzwania. Czyli jak to bywa, gdy staram sie opisac kolejne losy Naszego trio podczas nieporzadanych efektów ubocznych zycia jakie pojawiaja sie co jakis czas chyba tylko po to by namieszac i dodac nutki nerwowości i niepokoju. Co nastepuje kolejno? Oczywiście wszystko pozostaje bez zmian. Jak wiecie walczymy caly czas o nabycie praw rodzicielskich dla mojej siostrzenicy. Niestety caly prosec przebiega bardziej zawile i obejmuje skomplikowana procedure związana z administracyjnymi wymogami danych instytucji. Malo tego cala akcja rozgrywa sie poza granicami Naszego kraju na wyspie zwanej niegdyś Eldorado. Zawsze w moich przekonaniach uważałam, ze Wielka Brytania to kraj solidnie rozwinięty a wszystkie szczeble maja specyficznie sprecyzowana strukture działania. I owszem maja tylko nie dziala juz to tak pieknie jak brzmi czy wyglada na początku.
Dwa lata toczymy walke właściwie nie wiem juz o co, bo generalnie zostały pogwałcone wszystkie możliwe prawa 7-dmio letniego dziecka. Tak, wszystkie i mogę je kolejno wymienic bez zagłębiania sie w szczegóły. Po pierwsze pozostawiono dziecko bez oficjalnej, prawnej opieki. Drugi aspekt to bezpieczeństwo, na którego brak została ta istota narażona. Traumatycznie doświadczone dziecko bez możliwości wypowiadania swojego zdania i prawa wyboru do normalnego dzieciństwa. Kolejny kiepski argument, za ktorym stoi pozostawienie 7-dmiolatka bez prawa do niczego to ewidentny brak planu i działania, ewidentny brak inspekcji, kontroli oraz sprawowania opieki nad dzieckiem, przebywającym w nowym otoczeniu jak i w miejscu, gdzie doznała cielesnych i psychicznych przejawów agresji od strony najbliższej jej osoby oraz jej partnera - od matki, od rodzicielki, ktora dala jej zycie i przez wiekszosc jego trwania wyładowywała swoje emocje i niespełnione zachcianki oraz rozczarowania. Wystawiono te dziewczynke na pole walki bez broni, bez możliwości obrony i bez prawa decyzji. Z gory skazano ja na dożywotnie zmaganie sie z problemami doroslych, pozbawiono ja dzieciństwa. Musiala szybko dorosnąć aby zadbac o siebie, aby ...przetrwac.
Nasuwa sie zatem pytanie kto i jak zawinil? A to dobre pytanie, bo winnych nie ma, nie moge ich znalezsc. Chyba sami ponosimy tego konsekwencje decydując sie na zaakceptowanie sytuacji taka jaka jest. Otoz nie! Nic nie bedzie wyjaśnione dopoki Nam nie przedstawi sie konkretnych warunków współpracy, dopoki nie przeprosi sie za brak zaangażowania i pozostawienie Naszej trojki w sytuacji dosc patowej. Nic nie ulegnie zmianie do czasu, gdy zadośćuczynienie nie nastąpi juz, tu i teraz. I wszak myslelismy, ze caly ten proces bedzie przebiegal schludnie, spokojnie i z sympatia wobec Naszych rol i postaci niestety rzeczywistosc ukazala prawdziwa role angielskiego urzednika z opieki spolecznej. Jak wiecie, moze i nie bo nie mam pojecia ile z WAS czyta Nasze losy, siostrzenica byla pod opieka Instytucji w konkretnym rejonie a po przeprowadzce zostala przejeta przez branze tejze instytucji w naszej dzielnicy, co na poczatku wygladalo tak pieknie jak schemat poprzedniej jednostki... tylko na poczatku. Po miesiacu zapomniano o dziecku, o jej problemach, o Nas i o Naszych zmaganiach z dziennym zapotrzebowaniem na normalne zycie. Mija 9 miesięcy od kiedy matka dziecka nie kontaktuje sie z nim wcale a 7 miesięcy od ostatniej wizyty pracownika opieki społeczne a procedura raportu do sadu miala byc rozpoczęta kilka miesięcy juz wstecz a gotowa na luty tego roku (mamy 2018, dziecko przebywa z Nami od stycznia 2016). Coz... wpadaja dwie pracowniczki opieki spolecznej i rozpoczynaja mase pytan do... kolejne wywiady, dokumenty itp. Mam dosc. Nie mam ochoty sie powtarzac, nie mam zamiaru jeszcze raz prowadzic tych samych, nrtujacych dialogow, ktore nigdy nic Nam nie daly. Pani sporzadza swoje notatki, zostawia pelno papierow i liczy na to, ze Nasza wspolpraca bedzie przebiegac mega kompromisowo. Setki pytan do, ile, co , jak, czy dziecko to, czy dziecko tamto; sprawdzanie mieszkania, bezpieczenstwa, czy dziecko ma gdzie spac, czy dziecko ma gdzie sie uczyc, jak wyglada, jak sie zachowuje, jakie ma nastroje itp. Głowa mi siada powoli, jestem w ciazy - to sa mega stresujące dla Nas sprawy, których nadszedł czas rozwiązania. Jednak nie bedzie finału bez odpowiednio sprecyzowanego planu działania. Nagle słyszę z ust pracownicy, ze moze lepiej dziecku by bylo u rodziny zastępczej bo ja sie spodziewam dziecka i od wrzesnia bede pochłonięta ''prawdziwym'' macierzyństwem... przepraszam, ze co? A to teraz, tu i teraz to niby co jest? Jakas basn, w ktorej to przywłaszczyliśmy sobie obce dziecko, żeby sie sprawdzic? Moi mili dziecko dostarczono Nam, nie nie dostarczono a przekazano jak paczke i przedstawiono wykaz co i jak, obiecano pomoc i wsparcie finansowe. Nie dostaliśmy nic, dziecko pozostało na pastwe woli matki, ktora jak chciala to odwiedzala, jak chciała to zabierała, jak miala ochote to czas spędzała albo prala i wmawiała, ze tak byc musi bo my jesteśmy zli i chcemy dla niej zle. Gdzie byla matka, gdy dziecko chorowalo? Gdy plakalo i w nocy sikalo ze strachu? Gdzie byla gdy tak strasznie sie uwywnetrzniala i o swych bolaczkach opowiadala? Gdy w szkole miala problemy z nauka i przyjaciolmi? Gdy jej dzieci nie akceptowaly? Gdy jej sciela wlosy na chlopaka i dziecko w lustrze widzialo potwora zamiast siebie? Gdzie byla jak urodziny obchodzila? Gdzie byla jak pierwsze przedstawienie miala? Jak spiewala? Jak z karate nowy pas odbierala? Jak sie bala u dentysty i w szpitalu na badaniach? Gdzie? Gdzie? Pytam sie gdzie? A nam, wlasciwie mi zarzuca sie fanaberie typu, ze czy sobie poradze??? Czy bede w stanie zajac sie dzieckiem po przyjsciu na swiat mojego? Czy bede miala czas na nia i na jej zadania? Czy lepiej ja odstawic jak cholerny, pieprzony przedmiot bez uczuc i emocji do rodziny zastepczej??? Rodzina zastepcza przynajmniej otrzyma sowite wynagrodzenie za swoja cudowna, piekna i jakze szlachetna prace. Bedac z dzieckiem od dwoch lat jestesmy na prawie jako rodzina zastepcza bez mozliwosci starania sie o zadna pomoc finansowa, bo matka wciaz pobiera zasilki i wszyscy o tym wiedza (instytucje, ktore wiedziec powinny) a oficjalnie nie zostalismy uznani za rodzine zastepcza bo ponoc prywatna byla to umowa (raptem do 6 tygodni, potem przechodzi sie zgodnie z art 21 z roku 1989 na status rodziny zastepczej), gdzie dofinansowanie tego typu dla rodzin zastepczych powinno bylo byc Nam wyplacane a takze finansowanie ze strony matki, ktora od lutego 2016 do maja 2017 raptem zakupiła dziecku 3 pare majtek, 2 koszulki, jedne spodnie dresowe, 2 pary legginsow i ksiazke kolorowanke na urodziny bodajże 7, bo na 8-sme nie raczyła sie zjawic a na 9-te juz kompletnie zapomniała o istnieniu dziecka. Brawo dla mamy, brawo dla opieki społecznej, brawo dla wymiaru sprawiedliwości oraz wielkie brawa dla angielskiej biurokracji. Tak, napisałam to - odważyłam sie! Nikt nie jest w stanie pojąc jak bardzo Nas skrzywdzono, jak bardzo skrzywdzono dziecko. Stracilam prace, podjęliśmy sie walki o prawa do istoty, ktora kochamy od dnia jej narodzin. Poświeciliśmy wszystko, zadbaliśmy o jej bezpieczeństwo, wyglad i szkolnictwo ale przede wszystkim daliśmy jej podstawowy - priorytetowy status dziecka kochanego - milosc. Zatem nikt nie ma prawa Nam, mi zarzucic, ze nie bede w stanie czegos zrobic. Mogę wszystko i czynie to mimo, ze los naprawdę Nas dotknął. Nie zadam, nie zale sie i nie placze! Dzialam, do boju stawiam kazda koncepcje. Pisze listy do roznych instytucji, nawet do ambasady polskiej - bez odzewu. Składałam skargi na poprzednia opiekę społeczna i prosilam kilkakrotnie obecna - nikt nie jest nam w stanie pomoc? Nie, nikt nie chce. To juz nie chodzi o bezradność, tylko o fakt, ze nikt nie chce sie do winy przyznac i wziasc na swoje barki odpowiedzialność za złamanie praw dziecka i wszelkie straty moralne poniesione przez opiekunów, ktorzy sa tez ludzmi, istotami ludzkimi, ktore chca normalnie zyc, nie wegetować i czekac co jutro przyniesie.
To była take moja odpowiedz wobec zalozen, ze mogę sie nie sprawdzic jako matka. Pracownik opieki społecznej bez współczucia i emocji przeszedł do kolejnego podpunktu, w ktorym oczywiście było mase kolejnych pytan i kilka nowych form do wyplenienia. Czy ktos wreszcie zapyta jak ta istota sie miewa? Co czuje? Jakie emocje nia targaja? Nie, bo po co. Wazne by odbebnic swoje, wypełnić papiery i odjechać ze swiadomoscia, ze sie odwaliło swoje. Tyle, ze my nie odwaliliśmy zadania Nam powierzonego. Rozpoczęliśmy zycie z tym cudownym, madrym i kochanym dzieckiem; zadbaliśmy o nia w każdej kwestii, straciliśmy wiele, nabawiliśmy sie stresów, nerwów i co najgorsza długów. I nikt wciąż nie jest Nam w stanie pomoc (...)
''Poza tym jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada cicho na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy.''
- Haruki Murakami
Dwa lata toczymy walke właściwie nie wiem juz o co, bo generalnie zostały pogwałcone wszystkie możliwe prawa 7-dmio letniego dziecka. Tak, wszystkie i mogę je kolejno wymienic bez zagłębiania sie w szczegóły. Po pierwsze pozostawiono dziecko bez oficjalnej, prawnej opieki. Drugi aspekt to bezpieczeństwo, na którego brak została ta istota narażona. Traumatycznie doświadczone dziecko bez możliwości wypowiadania swojego zdania i prawa wyboru do normalnego dzieciństwa. Kolejny kiepski argument, za ktorym stoi pozostawienie 7-dmiolatka bez prawa do niczego to ewidentny brak planu i działania, ewidentny brak inspekcji, kontroli oraz sprawowania opieki nad dzieckiem, przebywającym w nowym otoczeniu jak i w miejscu, gdzie doznała cielesnych i psychicznych przejawów agresji od strony najbliższej jej osoby oraz jej partnera - od matki, od rodzicielki, ktora dala jej zycie i przez wiekszosc jego trwania wyładowywała swoje emocje i niespełnione zachcianki oraz rozczarowania. Wystawiono te dziewczynke na pole walki bez broni, bez możliwości obrony i bez prawa decyzji. Z gory skazano ja na dożywotnie zmaganie sie z problemami doroslych, pozbawiono ja dzieciństwa. Musiala szybko dorosnąć aby zadbac o siebie, aby ...przetrwac.
Nasuwa sie zatem pytanie kto i jak zawinil? A to dobre pytanie, bo winnych nie ma, nie moge ich znalezsc. Chyba sami ponosimy tego konsekwencje decydując sie na zaakceptowanie sytuacji taka jaka jest. Otoz nie! Nic nie bedzie wyjaśnione dopoki Nam nie przedstawi sie konkretnych warunków współpracy, dopoki nie przeprosi sie za brak zaangażowania i pozostawienie Naszej trojki w sytuacji dosc patowej. Nic nie ulegnie zmianie do czasu, gdy zadośćuczynienie nie nastąpi juz, tu i teraz. I wszak myslelismy, ze caly ten proces bedzie przebiegal schludnie, spokojnie i z sympatia wobec Naszych rol i postaci niestety rzeczywistosc ukazala prawdziwa role angielskiego urzednika z opieki spolecznej. Jak wiecie, moze i nie bo nie mam pojecia ile z WAS czyta Nasze losy, siostrzenica byla pod opieka Instytucji w konkretnym rejonie a po przeprowadzce zostala przejeta przez branze tejze instytucji w naszej dzielnicy, co na poczatku wygladalo tak pieknie jak schemat poprzedniej jednostki... tylko na poczatku. Po miesiacu zapomniano o dziecku, o jej problemach, o Nas i o Naszych zmaganiach z dziennym zapotrzebowaniem na normalne zycie. Mija 9 miesięcy od kiedy matka dziecka nie kontaktuje sie z nim wcale a 7 miesięcy od ostatniej wizyty pracownika opieki społeczne a procedura raportu do sadu miala byc rozpoczęta kilka miesięcy juz wstecz a gotowa na luty tego roku (mamy 2018, dziecko przebywa z Nami od stycznia 2016). Coz... wpadaja dwie pracowniczki opieki spolecznej i rozpoczynaja mase pytan do... kolejne wywiady, dokumenty itp. Mam dosc. Nie mam ochoty sie powtarzac, nie mam zamiaru jeszcze raz prowadzic tych samych, nrtujacych dialogow, ktore nigdy nic Nam nie daly. Pani sporzadza swoje notatki, zostawia pelno papierow i liczy na to, ze Nasza wspolpraca bedzie przebiegac mega kompromisowo. Setki pytan do, ile, co , jak, czy dziecko to, czy dziecko tamto; sprawdzanie mieszkania, bezpieczenstwa, czy dziecko ma gdzie spac, czy dziecko ma gdzie sie uczyc, jak wyglada, jak sie zachowuje, jakie ma nastroje itp. Głowa mi siada powoli, jestem w ciazy - to sa mega stresujące dla Nas sprawy, których nadszedł czas rozwiązania. Jednak nie bedzie finału bez odpowiednio sprecyzowanego planu działania. Nagle słyszę z ust pracownicy, ze moze lepiej dziecku by bylo u rodziny zastępczej bo ja sie spodziewam dziecka i od wrzesnia bede pochłonięta ''prawdziwym'' macierzyństwem... przepraszam, ze co? A to teraz, tu i teraz to niby co jest? Jakas basn, w ktorej to przywłaszczyliśmy sobie obce dziecko, żeby sie sprawdzic? Moi mili dziecko dostarczono Nam, nie nie dostarczono a przekazano jak paczke i przedstawiono wykaz co i jak, obiecano pomoc i wsparcie finansowe. Nie dostaliśmy nic, dziecko pozostało na pastwe woli matki, ktora jak chciala to odwiedzala, jak chciała to zabierała, jak miala ochote to czas spędzała albo prala i wmawiała, ze tak byc musi bo my jesteśmy zli i chcemy dla niej zle. Gdzie byla matka, gdy dziecko chorowalo? Gdy plakalo i w nocy sikalo ze strachu? Gdzie byla gdy tak strasznie sie uwywnetrzniala i o swych bolaczkach opowiadala? Gdy w szkole miala problemy z nauka i przyjaciolmi? Gdy jej dzieci nie akceptowaly? Gdy jej sciela wlosy na chlopaka i dziecko w lustrze widzialo potwora zamiast siebie? Gdzie byla jak urodziny obchodzila? Gdzie byla jak pierwsze przedstawienie miala? Jak spiewala? Jak z karate nowy pas odbierala? Jak sie bala u dentysty i w szpitalu na badaniach? Gdzie? Gdzie? Pytam sie gdzie? A nam, wlasciwie mi zarzuca sie fanaberie typu, ze czy sobie poradze??? Czy bede w stanie zajac sie dzieckiem po przyjsciu na swiat mojego? Czy bede miala czas na nia i na jej zadania? Czy lepiej ja odstawic jak cholerny, pieprzony przedmiot bez uczuc i emocji do rodziny zastepczej??? Rodzina zastepcza przynajmniej otrzyma sowite wynagrodzenie za swoja cudowna, piekna i jakze szlachetna prace. Bedac z dzieckiem od dwoch lat jestesmy na prawie jako rodzina zastepcza bez mozliwosci starania sie o zadna pomoc finansowa, bo matka wciaz pobiera zasilki i wszyscy o tym wiedza (instytucje, ktore wiedziec powinny) a oficjalnie nie zostalismy uznani za rodzine zastepcza bo ponoc prywatna byla to umowa (raptem do 6 tygodni, potem przechodzi sie zgodnie z art 21 z roku 1989 na status rodziny zastepczej), gdzie dofinansowanie tego typu dla rodzin zastepczych powinno bylo byc Nam wyplacane a takze finansowanie ze strony matki, ktora od lutego 2016 do maja 2017 raptem zakupiła dziecku 3 pare majtek, 2 koszulki, jedne spodnie dresowe, 2 pary legginsow i ksiazke kolorowanke na urodziny bodajże 7, bo na 8-sme nie raczyła sie zjawic a na 9-te juz kompletnie zapomniała o istnieniu dziecka. Brawo dla mamy, brawo dla opieki społecznej, brawo dla wymiaru sprawiedliwości oraz wielkie brawa dla angielskiej biurokracji. Tak, napisałam to - odważyłam sie! Nikt nie jest w stanie pojąc jak bardzo Nas skrzywdzono, jak bardzo skrzywdzono dziecko. Stracilam prace, podjęliśmy sie walki o prawa do istoty, ktora kochamy od dnia jej narodzin. Poświeciliśmy wszystko, zadbaliśmy o jej bezpieczeństwo, wyglad i szkolnictwo ale przede wszystkim daliśmy jej podstawowy - priorytetowy status dziecka kochanego - milosc. Zatem nikt nie ma prawa Nam, mi zarzucic, ze nie bede w stanie czegos zrobic. Mogę wszystko i czynie to mimo, ze los naprawdę Nas dotknął. Nie zadam, nie zale sie i nie placze! Dzialam, do boju stawiam kazda koncepcje. Pisze listy do roznych instytucji, nawet do ambasady polskiej - bez odzewu. Składałam skargi na poprzednia opiekę społeczna i prosilam kilkakrotnie obecna - nikt nie jest nam w stanie pomoc? Nie, nikt nie chce. To juz nie chodzi o bezradność, tylko o fakt, ze nikt nie chce sie do winy przyznac i wziasc na swoje barki odpowiedzialność za złamanie praw dziecka i wszelkie straty moralne poniesione przez opiekunów, ktorzy sa tez ludzmi, istotami ludzkimi, ktore chca normalnie zyc, nie wegetować i czekac co jutro przyniesie.
To była take moja odpowiedz wobec zalozen, ze mogę sie nie sprawdzic jako matka. Pracownik opieki społecznej bez współczucia i emocji przeszedł do kolejnego podpunktu, w ktorym oczywiście było mase kolejnych pytan i kilka nowych form do wyplenienia. Czy ktos wreszcie zapyta jak ta istota sie miewa? Co czuje? Jakie emocje nia targaja? Nie, bo po co. Wazne by odbebnic swoje, wypełnić papiery i odjechać ze swiadomoscia, ze sie odwaliło swoje. Tyle, ze my nie odwaliliśmy zadania Nam powierzonego. Rozpoczęliśmy zycie z tym cudownym, madrym i kochanym dzieckiem; zadbaliśmy o nia w każdej kwestii, straciliśmy wiele, nabawiliśmy sie stresów, nerwów i co najgorsza długów. I nikt wciąż nie jest Nam w stanie pomoc (...)
''Bardziej niż cokolwiek innego bolała mnie niesprawiedliwość, bezsporna niesprawiedliwość faktu, że można kochać kogoś, kto mógł odwzajemnić twoją miłość, ale już nie może, bo jest po prostu martwy - i kiedy to sobie uświadomiłem, pochyliłem się, opierając czoło na tyle zagłówka Takumiego, i zacząłem płakać i jęczeć, czując nie tyle smutek, ile właśnie ból. Bolało, i to nie w sensie przenośnym. Bolało jak by ktoś mnie bił.''
- John Green

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)