Ostatnio wspomniałam o tej Naszej malej istotce, co to Nam zycie powywracała do gory nogami. Ale ta dywersyfikacja przysluzyla sie w gruncie rzeczy dziecku i to Nas najbardziej cieszy, niestety odbila sie nam czkawka jesli chodzi o fundusze, prace i zycie osobiste. Jednak nie zaluje decyzji jakie podjelam, i o ile mi wiadomo moja polowka jest tego samego zdania bo jak by moglo byc inaczej patrząc na nich dwoje jak sie dopełniają przy kazdych czynnościach. Moze i nie nasze, niestety niechciane przez rodziców, ale kochane przez tyle osob - jesteśmy my, babcia, dziadek, prababcia i rzesza znajomych i przyjaciół, ktorzy z sercem i odwaga podchodzą do Naszej sytuacji. To jest bardzo pouczające, determinujące i wyzwala same pozytywne emocje. Przeszlam osobiście w moim malym swiecie troszke tragedii ale nie takich by ze mnie zrobiły innego człowieka, owszem inna koleżankę, dziewczyne czy kobiete tak ale człowiekiem jestem wciąż tym samym. Wrecz odpycha mnie od slow ''poradzisz sobie, nie Ty to kto'' - to takie oklepane, jakby ktos w gruncie rzeczy nie wiedzial co tak naprawde powiedziec. Czasami lepiej przemilczec. Albo slowa typu ''bedzie dobrze'' slysze je od kilku lat i nie widze wzmianki ''mowilam'' - sa i jeszcze te, ktore wrecz budza we mnie te ciemna strone ''ja to was podziwiam, naprawde robicie swietna robote'' - gorszych slow nie mozna juz uslyszec, odbijajce sie echo - ''dobrze, ze nas to nie spotkalo, nie podolalibysm, nie podlelibysmy sie tego'' albo ''ich problem sami sobie wybrali, sami sie zdecydowali''. Nie ma w tym nic co moglo by byc obrazem podziwu. To co przeszlismy przez te dwa ostatnie lata nie jest w stanie wynagrodzic nam cierpienia dziecka pustymi slowami. Najgorsi sa Ci, ktorzy uwazaja sie za Naszych przyjaciol, tacy pomocni, ze tak niby bardzo sa tez za ta mala istotka a w gruncie rzeczy uciekajach w chwilach gdy sie prawdy o sobie dowiaduja, albo, gdy sie naprawde potrzebuje wsparcia (nie mowie tu o finansach, bo nie prosimy o jalmuzne nikogo - dajemy sobie rade mimo braku zaplecza finansowego). Raz nawet uslyszalam slowa ''nie bede nikomu do dupy wcho...'' - no coz, a myslalam, ze przyjaciel do dupy jeden drugiemu nie musi wchodzic. Ale to jest najlepszy dowod na to, ze sie nigdy nim nie bylo, ze sie tylko wykorzystalo dobry wiatr. Fanaberia ta uświadomiła mi jak lichym człowiekiem, jak ubogim w doznania i przezycia trzeba byc by takie slowa wysunąć w ramach postulatu lub wypowiedzi podczas roznych konwersacji. Teraz wiem, ile osob co przezylo - tak to jest jak ktos jest zamkniety tylko na swoj swiat, na swoje dobra i tylko ich rodziny sa poszkodowane a w zyciu zadna ich tragedia nie dotknela.
''Umiej być przyjacielem, a znajdziesz przyjaciela''
To tylko etap w Naszej walce i jestesmy w stanie przezwyciezyc wszystko ale nie poprzez wiare w lepsze jutro jedynie poprzez chwytanie chwil i cieszenie sie w pelni tym, co jest. Z pewnoscia przed Nami jeszcze wiele i oby samych dobrych chwil - egoistycznie? Nie, bardzo pozytywnie i w pelni przekonani o słuszności danej sprawy. Bo walka to nie puste slowa, rzucane na wiatr, to nie etyczne wyzwiska pod katem zbulwersowanych statystyk, ani tym bardziej egoistyczne wyzwania nie majace pokrycia w ich realizacji. Wyzwanie to przede wszystkim pogłębienie relacji związanej z prawdziwym dzieciństwem tej istotki, to poszczegolne etapy realizacji Naszych przewdsiewziec względem jej potrzeb. Właściwie jakich zapytacie? A jak myslicie? Odpowiem. Podstawowych. Pragnęliśmy jej zapewnic dom bezpieczny, kat, gdzie moze czuc sie swojo, gdzie moze sie nie bac mówić o wszystkim, gdzie zabawa i smiech jest na pozadku dziennym. Do tego zmierzalismy. Jednakze na calej lini zawiódł system, organizacje, ktorych zadaniem bylo chronienie jej praw, praw dziecka. Opieka społeczna - tak szeroko postrzegana jako instytucja wiarygodnie dostosowana do wymagan jakie niosa ze soba instynkty wychowawcze rodziców. Przydzielili Nam dziecko jak paczke bez instrukcji obsługi ale z wytycznymi co i jak, co dla niej dobre a czego unikac. Obiecanek szereg, lista zastrzeżeń oraz ideologiczne podejście do sprawy a także zapewninia o pomocy finansowej oraz psychologicznej dla dziecka. Fakt faktem psycholog byl przez czas jakis o finansowych przesłankach moglismy zapomniec. W ramach kolejnych spotkan jedynie wspominano o tym ale nie realizowano zadnych idei. Na domiar zlego zarzucona Nam brak wspolpracy z matka dziecka oraz ewidentnie sprecyzowano co mamy robic ale nikt nie zapytal jak my sie do tego przystosowaliśmy, jak Nasze zycie uleglo zmianie diametralnej, jak dziecko zrobiło postep w miare swoich możliwości i utrudnień ze strony rodzonej matki; jak jestesmy w stanie utrzymywać nie swoje dziecko i zapewniac jej podstawowe świadczenia na rzecz dzieciństwa? Czy kiedykolwiek ktos Nas zapytal jak mozna Nam pomoc nawet w głupich rozmowach? Jak walczyc z koszmarami dziecka i nocnym moczeniem sie? Jak jej przekazac, ze jest piekna i zasluguje na dobre zycie? Jak ja przekonac, ze jest dziewczynka a nie chlopcem??? Czy ktos sie kiedys zapytal??? Jak pomoc jej czytac i robic zadania? Niestety nikt nie byl na tyle odwazny by przyznac sie do bledu, przyznac sie, ze system zawiodl na calej lini. Nakazywano wiele, robiono poniżej normy - właściwie nic nie zrobiono dla niej. Gdyby nie moj upor i determinacja do walki a mojego partnera wsparcie duchowe i zaangazowanie nie bylo by jej dzis z Nami, nie bylo by jej tam, gdzie byc powinna od zawsze.
Co dalej? Czy nastąpił zwrot akcji? Czy ta istota odzyskała spokoj ducha? Czy miala na tyle sil by przeżyć kolejne traumy? Jej losy niestety były uwarunkowane od dwóch znaczących aspektów: prawnego i fundamentalnie pojetego jako rodzicielstwo. I do tej pory sie nie skończyło, trwa a my bytujemy w przestrzeni niepojecie odleglej od statusu - rozwiązane. Ta mała istota doznała kolejnych rozczarowań a my jako osoby, które wszelako rozumiana pomoc oddalismy w czeluście złowrogiej opieki społecznej straciliśmy nadzieje na cokolwiek. Tak, nadzieja matka głupich a wiara nie czyni zadnych cudow. Przez systematyczne wdrażanie akcji walczymy o dobre wiezi miedzy dzieckiem a jej matka doszlo do tragedii, ktora na dlugo pozostanie w jej pamięci, przed jej oczami a w naszych najgorszych snach. Nie mozna w tak drastyczny sposób okazywać miłości, ktorej nigdy nie było. Zadna z Was drogie mamy nie jest w stanie zrozumiec co sie dzieje z glowie takiego dziecka? Jak reaguje na kazdy podniesiony ton glosu lub sytuacje zapowiadające wymiane zdan. Zadna z Was nie moze, bo traktuje swoje dzieci jak skarby i nie dopuściłaby do takowej tragedii. Powiadaja, ze przemoc psychiczna jest bardziej destrukcyjna anizeli fizyczna. I... z glebokim zalem, z glebokim smutkiem stwierdzam, ze jest to rodzaj odpowiednika bólu, którego, zadna morfina nie jest w stanie zaniechac - oczy tak smutnego dziecka, dusza tak poskromionych odczuć prawa bytu, umysł tak zdewastowanej psychiki nie jesteś w stanie poskromic rozmowa, przytulasem czy psychologiczno - pedagogicznym podejściem. Nie ma takich slow by ukoic strapione serce tego dziecka zas kazdy czyn staje sie wyzwaniem. Od samego początku natłok zadan i priorytetów doprowadzili mnie tam, gdzie byc nie powinnam, tam gdzie kres ku koncowi sie szerzyl i nie było widac światełka... nie było! Padles, powstań! Pod przykrywka uśmiechu i dobrego humoru ukrywalam faktyczny zalążek rozwijającej sie obawy o utrate tej istoty... ale podniosłam sie, by byles Ty moj drogi partnerze, moja mama i tato, serdeczne koleżanki i przyjaciele, ktorzy zawsze wyczuli, ze cos jest nie tak. Jedna z nich nawet mowi, ze mam te słynne 50 twarzy... owszem mam bo dzieki Nim zyje, nie wegetuje a zyje. Mimo tylu przeciwności jestem i działam. I nie przestane, nawet po diagnozie jaka niedawno otrzymalam - nie przestane. Nie poddam sie, bowiem ja Pani Diva nigdy sie nie poddaje. Potrafie w miedzy czasie motywować innych a w chwilach słabości placze w duchu jak zwycięzca. Bo warto!!!
"Ludzie, którzy potrzebują najwięcej akceptacji dostają jej najmniej, a ludzie, którzy potrzebują najmniej akceptacji dostają jej najwięcej."
Co dalej? Czy nastąpił zwrot akcji? Czy ta istota odzyskała spokoj ducha? Czy miala na tyle sil by przeżyć kolejne traumy? Jej losy niestety były uwarunkowane od dwóch znaczących aspektów: prawnego i fundamentalnie pojetego jako rodzicielstwo. I do tej pory sie nie skończyło, trwa a my bytujemy w przestrzeni niepojecie odleglej od statusu - rozwiązane. Ta mała istota doznała kolejnych rozczarowań a my jako osoby, które wszelako rozumiana pomoc oddalismy w czeluście złowrogiej opieki społecznej straciliśmy nadzieje na cokolwiek. Tak, nadzieja matka głupich a wiara nie czyni zadnych cudow. Przez systematyczne wdrażanie akcji walczymy o dobre wiezi miedzy dzieckiem a jej matka doszlo do tragedii, ktora na dlugo pozostanie w jej pamięci, przed jej oczami a w naszych najgorszych snach. Nie mozna w tak drastyczny sposób okazywać miłości, ktorej nigdy nie było. Zadna z Was drogie mamy nie jest w stanie zrozumiec co sie dzieje z glowie takiego dziecka? Jak reaguje na kazdy podniesiony ton glosu lub sytuacje zapowiadające wymiane zdan. Zadna z Was nie moze, bo traktuje swoje dzieci jak skarby i nie dopuściłaby do takowej tragedii. Powiadaja, ze przemoc psychiczna jest bardziej destrukcyjna anizeli fizyczna. I... z glebokim zalem, z glebokim smutkiem stwierdzam, ze jest to rodzaj odpowiednika bólu, którego, zadna morfina nie jest w stanie zaniechac - oczy tak smutnego dziecka, dusza tak poskromionych odczuć prawa bytu, umysł tak zdewastowanej psychiki nie jesteś w stanie poskromic rozmowa, przytulasem czy psychologiczno - pedagogicznym podejściem. Nie ma takich slow by ukoic strapione serce tego dziecka zas kazdy czyn staje sie wyzwaniem. Od samego początku natłok zadan i priorytetów doprowadzili mnie tam, gdzie byc nie powinnam, tam gdzie kres ku koncowi sie szerzyl i nie było widac światełka... nie było! Padles, powstań! Pod przykrywka uśmiechu i dobrego humoru ukrywalam faktyczny zalążek rozwijającej sie obawy o utrate tej istoty... ale podniosłam sie, by byles Ty moj drogi partnerze, moja mama i tato, serdeczne koleżanki i przyjaciele, ktorzy zawsze wyczuli, ze cos jest nie tak. Jedna z nich nawet mowi, ze mam te słynne 50 twarzy... owszem mam bo dzieki Nim zyje, nie wegetuje a zyje. Mimo tylu przeciwności jestem i działam. I nie przestane, nawet po diagnozie jaka niedawno otrzymalam - nie przestane. Nie poddam sie, bowiem ja Pani Diva nigdy sie nie poddaje. Potrafie w miedzy czasie motywować innych a w chwilach słabości placze w duchu jak zwycięzca. Bo warto!!!
Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)