Adrenalina w Bagażu

A my dzis udalysmy sie z Pania M.... tak ciekawe czy zgadniecie? Ulicami Londynu takimi skrytymi, ktore zadko kto ma ochote zwiedzic. Metrem do South Kensighton a potem spacerkiem. Tym razem towarzyszyl Nam meski opiekun i Pani M juz nie byla tak pelna obawow jak ostatnio. Zastanawiacie sie zapewne czego mozna sie bac? Otoz zamachow! Zyjemy w nietuzinkowych czasach przepelnionych swawolnym przeplywem emocji, wyrazanych poprzez kunszt agresji zbrojnej. Pozostawmy to innym aby mogli prowadzic tego typu debate. Zawsze zastanawialam sie jak to jest, ze ludzie mieszkajacy tyle lat na obrzezach Londynu nie mieli sposobnosci lub nie chcieli sie nia chwalic aby zwiedzic to miasto oraz okolice. W pierwszy weekend od przybycia do Wielkiej Brytanii zaliczylismy cale centrum, London Bridge a takze mase innych miejsc, ktore zazwyczaj ludzie ogladaja w przeciagu kilku weekend'ow. Nie ja, nie my! Taka moja natura - kto mnie zna, ten typ tak juz ma. Lubie wychodzic, lubie cos robic, lubie zwiedzac i poznawac nowe miejsca i ludzi bo lubie wyzwania - mam nadzieje, ze powoli zaszczepiam to w Pani M. Dlatego jest to dla mnie niepojęte by przykładowo wybrac sie ze swoja pociecha dopiero po kilku latach w miejsca, gdzie jest ciekawie, historycznie i kulturowo. Nie wspominając juz o szerszych wodach i dalszych horyzontach. 

Zacznijmy od South Kensighton. 
Wyruszamy ze stacji Gloucester Road i zmierzamy w strone South Kensinghton uliczkami, my to lubimy bo jesteśmy z duzego miasta w Polsce i kochamy urok tego temperamentu, kultury i atmosfery. Pani M zreszta tez. Wedrujemy na spokojnie, Pani M ze swoja hulajnoga wzdluz Cromwell Road. Po drodze mijamy slynne i ciekawe uliczki oraz kilka obiektow, gdzie mozna przysiasc:
Stanhope Gardens
Queen's Gate Gardens
prize Wildlife Garden i Natural History Museum (ale ponieważ byliśmy juz tutaj tyle razy to sobie darujemy, poza tym w weekendy jest to plaga turystow i rodzin). Kolejno mijamy Science Museum, Albert Hall - polecamy wszystkim i nie mam zamiaru opisywac wnętrza bo warto to zwiedzic samemu, a jeszcze lepiej poprostu znalezsc sie tam podczas jakiegos fajnego eventu lub koncertu. I jestesmy w Kensighton Garden. Zanim jednak slow kilka na temat tego co i jak, rekomenduje aby zajrzec na uliczki pelne symboliki i mega malo mieszczanskiej atmosfery. Jedna z nich jest Kynance Mews (to male, narozne uliczki), w pasmie Nothing Hill. Jest tyle przepieknych miejsc na spacery plus parki, muzea i ogrody. Zrobcie cos, ruszcie sie w glab miasta. 

Natural History Museum – ulokowane przy stacji South Kensington. Pierwsza ikona Londynu, którą widziałem gdy pierwszy raz tutaj przyjechałem. 

Science Museum – znajduje się dosłownie „za rogiem” po wyjściu z Natural History Museum. Nie tylko historia nauki i przemysłu, ale też świetne centrum interaktywne, które można polecić nie tylko najmłodszym. 

Wracając do Kensighton Gardens, ktory laczy sie z Hyde Park ma w sobie urok, wdzięk i relaksująca atmosfere. W drodze do centrum zatem napotkamy magiczne miejsca, które zachwycily Pania M... 
The Albert Memorial 
Round Pound przy Kensington Palace wraz z Kensington Gardens oraz Diana, Princess of Wales Memorial Playground tuz niedaleko stacji Queensway. 

Chadzając wzdłuż Kensington Gardens (nie raz mielismy okazje tu bywac ze względu na wizyte babci pani M a takze zaznajomienie sie z sąsiednimi dzielnicami, gdzie mieszkaja zaprzyjaźnione pary). Nieco dalej widac Italian Water Garden oraz ulozone wzdłuż po obu stronach Serpentine Stackler Gallery, Princess Diana Memorial Fountain and Serpentine Gallery. Az wreszcie dochodzimy (o tak wszystko odbywa sie na nogach, pani M bardzo to sobie chwali a ja jestem mega dobra w tym... gorzej z ta trzecia osoba) do Hyde Park'u (juz niebawem kolejne otwarcie Winter Wonderland). Uroczy park i pelen niesamowitej zieleni - polecam nawet na zimowe spacery. Opuszczając to miejsce kierujemy sie w strone Amerykanskiej ambasady aby pokazac pani M architekture i male przydrożne uliczki, ktore jakkolwiek nie postrzegane prowadza do Oxford Circus. Mijamy Grosvenor Square i pomiędzy dwiema dosc  ciasnymi uliczkami jesteśmy w samym sercu miasta, jak zwykle tętniącym zyciem, pełnym ludzi - roznych narodowosci ale to raczej pani M wcale nie dziwi i widok tlumu a takze sklepow nie jest jej obcy, takze ciesze sie, ze podchodzi do tego z umiarem ale zarazem nadwyraz ograniczonym zachwytem... a gdzie teraz, pewnie zapytacie? Ponieważ mamy plany na wieczor i wybieramy sie na kregle niedaleko miejsca gdzie mieszkamy na szybko zamawiamy mega pyszne i zdrowe kanapki, konsumujemy i wsiadamy w metro - kierując sie na polnocny - zachod frywolnego bytu. A juz niebawem kolejna relacja - jak wiecie, my jesteśmy Jasie wędrowniczki  Malo tego kazdy weekend wybywamy czy to metrem, pociagiem czy samochodem - a w ferie i swieta planujemy cos naprawdę mega.  Nie zdradze szczegolow dopoki nie odbędziemy tej podrozy.  

 
   


Komentarze