Przeglądając setki wpisow na roznych blogach zawsze cos podpatrze. Tym razem mnie wrecz wparlo do sciany. Przeczytalam dosc kiepski wpis na temat dlaczego nie uprawiam sex'u z mezem lub on mnie nie zadawala albo sentencja typu nie lubie sie wysilac w lozku... Tragedia czy dramat? Plakac czy smiac sie? Juz sama nie wiem. Mianowicie nie ogarniam pewnych kwestii niezbilansowanego porzycia malzenskiego. Zapewne teraz sie glowic nad slowem zbilansowany... a co dopiero przeciwienstwo tego wyrazenia. Smieje sie oczywiscie, bowiem wiekszosc z Was czytelnicy z pewnoscia rozgranicza zbilansowany posilek itp. Problem w tym, ze nie potrafimy sobie zbilansowac zycia sexualnego i bardzo czesto popadamy w rutyne typu nie dzis bo glowa, nie dzis bo zmeczona/ny (wiekszosc to raczej odpowiednik damskiej wersji wypowiedzi... taka prawda drogie panie, same sie pograzacie), nie dzis bo sprzatalam, pralam, dziecmi sie zajmowalam. Fakt... maz w pracy, Ty w domu i coz tu poczac. A wymysle sobie kolejne sprzatanie, poprasuje jeszcze raz koszule albo poukladam w szafie dzieci. O rety, rety. Zacznijmy od kobiet typu korzystam bo on dobrze zarabia a ''maz potrzebny mi jest do tego by przynosil pieniadze, bo ja juz swoja cala milosc przelalam na dziecko'' ups i tutaj jest pewnego rodzaju nieswoisty wykaz braku czegokolwiek w danej relacji - najgorszy scenariusz jaki kiedykowliek droga dziewczyno, zono, kochanko mozna by bylo sobie wyobrazic. Maz czule zajmuje sie dziecmi, wykazuje mega zainteresowanie, pracuje w tygodniu, w weekendy dorabia a malzonka tworczo przygotowuje dziecko do szkoly poprzez zaprowadzanie i przyprowadzanie z instytucji szkolnictwa tak zwanego. Oczywiscie wypierze, ugotuje obiad ale... zakupow sama nie zrobi bo to mega rodzinne zajecie, mimo, ze samochod jest i prawo jazdy sa nabyte. Nigdzie sama dzieci nie zabierze w weekend bo to tez mega pro-rodzinne jak to bez taty? Wszystko musi byc usiane idylla rodzinnego, mega zwyczajowo przyjetego statusu pieknej wiezi. Niestety realia sa nieco inne i odbiegaja od tych rzeczywistych, im wiecej pokazujesz jak bardzo jestes zalezna od mezczyzny i jego potrzeb tym bardziej pograzasz sie w melancholii tego zwiazku. I jeszcze dochodzi wlasnie to pozycie - tak, dam mu dzisiaj, zeby sie nie trzepial jutro, to mu wystarczy jak sie wystawie na chwile, przecierz dla nich to bez znaczenia co i jak byle by sobie ulzyli i z pewnoscia nie bedzie ganial wzrokiem za innymi. Ha, ha, ha!!!! Juz raczej nie powstane. Szczyt prostackiego podejscia jakim kieruje sie tylko kobieta, ktora pozjadala wszystkie rozumy i wierzy, ze malzonek zawsze bedzie tulil ja do piersi mimo wszystko, bo on nic nie czuje, bo on potrafi tylko spuszczac sie byle gdzie i byle jak... i tutaj bede polemizowac. Droga dziewczyno, zono, kochanko! Panowie tez udaja, a bardzo czesto zaspokajaja sie poprzez masturbacje bo nawet nie maja ochoty was wrecz prosic lub blagac, zebyscie sie z nim kochaly. Szkoda mu zachodu bo i efekt bedzie marny. A oczywiscie, ze raz i dwa, i po krzyku bedzie bo taki mezczyzna juz nie odczuwa przyjemnosci z sex'u. Co to za radosc, kiedy widzi dyndajace posladki i ma sie podniecic w mega szybkim tempie bez gry wstepnej, bez calowania i dotyku. Zrobi swoje ale niestety jego dysfunkcje sexualne beda ulegac dalszemu pogorszeniu. Dlaczego nie pozwolisz mu sie dotykac, piescic kiedy ma na to ochote - to znaczy, ze wciaz mu zalezy, i tak chce sie z Toba kochac to zle? Dlaczego sie odsuwasz, gdy cie dotyka po piersi, wklada reke do majtek? Dla mnie osobiscie to sa najlepsze metody jezeli chodzi o gre wstepna, po niecalych 5 minutach jestem tam ulegla, ze czasami albo juz mam niebianskie doznania albo sama mu je sprawiam. Bo widzisz, ja nie jestem typem ksiezniczki w lozku, poza tym podczas sex'u tracisz mega spora ilosc kalorii. Pozwól mu na tego typu uniesienia. Wraca z pracy i naprawdę nie mysli o tym by dostać kolejne ciosy za cos czego nie zrobil, albo, ze nie kupil albo, ze wrócił wogole za pozno!
Spośród mega zadbanych moge take wymienic te kury domowe, store zawsz maja fryzure zrobiona, paznokcie pomalowane, korzystaja z budżetu domowego ile sie da... w alkowej udaja niespełnione cnotki, badz migrenowe ciotki albo i jeszcze inne postacie, które bardzo negatywnie wpływają na pozycie. Wszak same jesteście przyczyna zdrad - korzystasz z forsy partnera, bo dalas mu dzieci, dbasz o siebie w pelnym tego slowa znaczeniu bo Tobie oczywiscie sie to należy ale nie potrafisz podzielic jego zainteresowań, nie potrafisz zaaranżować dobrej klasyki z bieliźnie, nie potrafisz go juz nawet zaskoczyc wybornym slowem ani rozmowa. Kiedy jednak masz ochote na poszerzenie szafy o kolejne graty niczym kotka skradasz sie do jego spodni i z obrzydzeniem lapiesz za stery. Partner Cie wychwala, docenia to co robisz nawet pomaga, zatrudnia gosposie, nianie a Ty masz swoje wlasne, puste, przepełnione pycha zycie. W jakim układzie zyjesz w takim sie juz nie skryjesz. Przystani tutaj nie znajdziesz.
Pod pewnymi aspektami kiedys zgadzalam sie z forma wyrazania matki na pelen etat - robie wszystko sama. Niestety przeszlo mi bardzo szybko jak tylko poznalam uroki i realia tego stanu rzeczy. Moge tez wspomniec o kobietach, ktore od niedawna pracuja a przez ostatnie lata wychowywały dzieci. Pracuja tylko kilka godzin dziennie ale sa i tak zalezne (bo chca) od partnera, same nie zrobia niczego: do lekarza z dzieckiem potrzebuja tatusia, po zakupy potrzebuja tatusia, zalatiwc sprawy administracyjne z tatusiem, sprawy zdrowotne z tatusiem i moglabym tak wymieniac. Moje drogie, jaki w tym sens? Chcesz z pewnoscia wlaczyc w zycie rodzinne partnera na caly etat? Tylko, ze jest jeden, duzy mankament - to sie kiedys skonczy i zostaniesz sama. Wykaż troche inicjatywy, badz samodzielna przynajmniej w kilku kwestiach, pokarz mu - udowodnij, ze ty tez potrafisz. Niestety zle sie to odbija na związku a wiesz dlaczego? Pomysl! On naprawdę bedzie mial juz dosc - juz ma - a to udawanie takiej mega niezdarnej, zależnej jedynie poglebia kryzys, ktory rosnie obecnie w podświadomości bo wieksozsc wlasnie facetow w takich związkach jest z litosci i... dla dzieci. Moja mama powiedziała mi kiedys - Dziecko, ja cie blagam jesli kiedykolwiek przyjdzie Ci to głowy by ratować związek dla dzieci a nie dla siebie, nie rob tego pod zadnym pozorem, bo beda cierpieć dwie strony: dziecko i Ty, a trzecia na tym najlepiej skorzysta - te slowa wzięłam sobie gleboko do serca, bo wiem ile ona wycierpiała ciągnąc batalie w moim ojcem. I miala racje - najbardziej poszkodowana była ona, oczywiście wraz z siostra odniosłyśmy pewnego rodzaju skrajne załamanie ale nie dostałyśmy po przyslowiowej dupie tak jak Nasza ukochana mama. Podobnie jest podczas odbywania relacji seksualnej z partnerem, dlaczego sie zmuszasz jeśli cie nie kreci? Jesli cos w Tobie peklo? Ale o tym moze kiedy indziej. Dzieki wieloletnim konwersacja z koleżankami mam obraz tego co sie dzieje hipotetycznie u kazdego.
Słodkie idiotki to te najlepsze - w sensie ustawiły sie najlepiej i wychowaly sobie faceta tez nie lada. Oczywiście bardzo zadbane kobiety, oddaja siebie w lozku w 100% wiekszosc rzeczy ogarniaja same ale od wielkiego dzwonu prosza o wsparcie partnera, meza itp. Jest oczywiście ale... zawsze musi byc - zdradzaja! Ne tylko mezczyzni to robia, kobiety sa w tym lepsze. Potrafia dzieki temu kamuflować swoje instynkty i rzadze do innej osoby poprzez oddawanie wszelkich uciech partnerowi, praktycznie kazdego dnia. A ponieważ gryza je wyrzuty sumienia (nie wszystkie, tylko te mądrzejsze i roztropniejsze) zrobia każda figure, kazdy nowy myk by zaspokoi i uśpić czujność mężczyzny. Dlatego sa tak słodkie dlatego az tak glupio czasami sie pojmuje ich myslenie a to raczej taktyka! O zdradzie kobiet tez jeszcze Wam cos powiem ale innym razem.
Wreszcie przejde do tych kobiet, które podziwiam najbardziej. Matki polki? Nie, matki, zony, dziewczyny i kochanki. Plec damska, ktora wykazuje nadludzkie moce by sprostac kazdemu wyzwaniu. Pracuja, dzieci do szkoly wyprawia, sniadania i lunch'e im przygotuja, same zalatwiaja wszelkie sprawy od lekarzy po administracyjne i nawet sadowe (w czym tutaj problem). Nie wydzwaniaja do parnera co pol godziny by oznajmic, ze Jasio mial biegunke a Joasia w szkole zle sie czula, ze nie kupila chleba bo juz nie miala sil, ze nie wlala benzyny do baku bo miala za daleko do stacji benzynowej. Nie! Uporaja sie ze wszystkim, dosłownie. Malo tego po pracy gotuja obiad, dom zawsze czysty a jak nie to nic sie nie dziej, przeciez dom to nie muzeum; odrobia z dziecmi zadania lub/i zawiezie je na dodatkowe zajęcia. Poczyta, popisze, zrobi dodatkowa prace, przytuli sie do partnera, uprawia z nim sex mimo, ze ma migrene (akurat mi to zawsze pomaga) ale nie z obowiązku bo na to ochote, bo on wie jak duzo ta jedna kobieta potrafi znieść i zdziałać Sex jest jakościowo satysfakcjonujacy, nie 5-minutowka z jednostronnym orgazmem. Widzicie, nawet moj partner jesli dojdzie pierwszy zawsze stara sie zaspokoic mnie w kazdy inny sposób ale najczesciej czeka na mnie i na moje mega dluuugie, spinajace miesnie orgazmy. Dodam jeszcze, ze klaniam sie nisko tym moim koleżanka ktorych mezowie pracuja poza granicami ojczyzny a one samotnie odwalaja kawal dobrej roboty i nie raz slysze - sama tego chcialam - nie narzekaja, sa zadbane, dzieci szczęśliwe a zycie pędzi nieco szybciej.
Droga kobieto, nie każda z Was zalicza sie w tej mini segregacji bo sa i takie trapione tragedia życiowa maltretowane lub wszystkie te, które maja w nosie innych - nawet swoje dzieci. Najważniejsze by czynic dobro dla siebie samej. Jest Ci zle - odejdz; jesteś zmeczona - daj na luz; czujesz sie samotna - porozmawiaj szczerze z partnerem; jestes nieszczesliwa - zmien to! Twoje zycie! Nie jest jak w Madrycie, bo to stwierdzenie wogole nie ma sensu. Kobieta w Madrycie wcale nie zyje sie lepiej. Badz soba, traktuj innych tak jak sama chciałabyś byc traktowana. Co do zwiazkow - nie udzielam ani porad ani zalecen, same musicie to ogarnac. Ja mam wlasna recepte na 14 letni zwiazek, nie jestem mezatka ale ten papier nic nie znaczy jesli ludzie nie potrafia juz wiecej sie smiac podczas sexu.

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)