Wyciagniete z kontekstu ksiazki ''50 Twarzy Grey'a''
'(...) Odwracam się i widzę, że uważnie mnie obserwuje, tak jak się zresztą spodziewałam. Z jego twarzy nie da się wyczytać zupełnie nic. Wchodzę do środka, a on za mną. Zaintrygowało mnie to coś z piórkami. Dotykam z wahaniem. Jest wykonane z zamszu i wygląda jak mały bicz, ale jest bardziej gęsty, a na końcach przymocowano maleńkie plastikowe koraliki.
– To pejcz. – Głos Christiana jest cichy i miękki.
Pejcz… hmm. Chyba jestem zaszokowana. Moja podświadomość dała drapaka, sparaliżowało ją albo po prostu wyzionęła ducha. Ja też jestem jak sparaliżowana. Jestem w stanie obserwować i chłonąć nowe informacje, ale nie mówić, co w związku z tym czuję. Jak się powinno zareagować na wieść, że twój potencjalny kochanek to pokręcony sadysta lub masochista? Strach… tak… to uczucie jest chyba nadrzędne. Teraz je rozpoznaję. I dziwne, ale nie strach przed nim – nie sądzę, aby zrobił mi krzywdę, no, przynajmniej nie bez mojej zgody. Tyle pytań przebiega mi przez głowę. Dlaczego? Jak? Kiedy? Jak często? Kto? Podchodzę do łóżka i przesuwam dłonią po jednej z ozdobnie rzeźbionych kolumienek. Jest solidna i niezwykle piękna.
– Powiedz coś – nakazuje Christian. Głos ma łagodny, ale to tylko pozory.
– Ty robisz to ludziom czy oni tobie?
Kąciki jego ust unoszą się. Jest albo rozbawiony, albo czuje ulgę.
– Ludziom? – Kilka razy mruga powiekami, jakby się zastanawiał nad odpowiedzią. – Robię to kobietom, które mają na to ochotę.
Nie rozumiem.
– Skoro masz ochotniczki, to dlaczego przyprowadziłeś tutaj mnie?
– Ponieważ chcę robić to z tobą. Bardzo chcę.
– Och – gwałtownie łapię powietrze. Dlaczego?
Niespiesznie przechodzę na koniec pomieszczenia i klepię wysoką ławkę, po czym przesuwam dłonią po skórzanym siedzisku. On lubi robić kobietom krzywdę. Ta myśl jest mocno przygnębiająca.
– Jesteś sadystą?
– Jestem Panem. – Szare oczy płoną.
– A co to znaczy? – pytam szeptem.
– To znaczy, że chcę, abyś dobrowolnie mi się poddawała.
Marszczę brwi, próbując przyswoić jego słowa.
– A po cóż miałabym to robić?
– A by mnie zadowolić – szepcze, przechylając głowę. Przez jego twarz przemyka cień uśmiechu.
Zadowolić go! Chce, abym go zadowoliła! Zadowoliła Christiana Greya. I w tym momencie dociera do mnie, że owszem, dokładnie na to mam ochotę. Pragnę, aby był ze mnie zadowolony. To jak objawienie.
– Upraszczając, chcę, abyś sprawiała mi przyjemność – mówi miękko. Głos ma hipnotyzujący.
– A w jaki sposób? – W ustach czuję suchość i żałuję, że nie wypiłam więcej wina. Okej, rozumiem kwestię zadowalania, ale zastanawia mnie ta cała otoczka rodem z elżbietańskiego buduaru. Czy rzeczywiście chcę poznać odpowiedź?
– Mam pewne zasady i chcę, abyś ich przestrzegała, dla swojego dobra i mojej przyjemności. Jeśli będziesz postępować zgodnie z tymi zasadami, spotka cię nagroda. Jeśli nie, będę cię musiał ukarać – szepcze.
Zerkam na stojak z laskami.
– A gdzie w tym miejsce tego wszystkiego? – Zataczam ręką szeroki łuk.
– To część pakietu motywującego. Zarówno nagroda, jak i kara.
– Masz więc frajdę z nakłaniania mnie do robienia tego, co mi każesz.
– Chodzi o zdobycie twojego zaufania i szacunku, tak żebyś mi na to pozwoliła. Twoja uległość sprawi mi wiele przyjemności i radości. Im większa twoja uległość, tym większa moja radość; to bardzo proste równanie.
– Okej, a co z tego mam ja?
Wzrusza ramionami i minę ma niemal skruszoną.
– Mnie – odpowiada z prostotą.
O rany. Christian wpatruje się we mnie, przeczesując palcami włosy.
– Niczego nie dajesz po sobie poznać, Anastasio – mówi z rozdrażnieniem. – Zejdźmy na dół, gdzie łatwiej mi będzie się skoncentrować. Twoja obecność tutaj mocno mnie rozprasza.
Wyciąga do mnie rękę, a ja waham się, czy ją ująć.
Kate mówiła, że jest niebezpieczny, i miała rację. Skąd wiedziała? Jest niebezpieczny dla mego zdrowia, ponieważ wiem, że się zgodzę. A część mnie tego nie chce. Część mnie ma ochotę uciec z krzykiem z tego pokoju i wszystkiego, co sobą reprezentuje. Zupełnie się w tym wszystkim gubię.
– Nie zrobię ci krzywdy, Anastasio. – Jego szare oczy patrzą na mnie badawczo i wiem, że mówi prawdę. Ujmuję jego dłoń i wyprowadza mnie na korytarz. – Coś ci pokażę. – Nie kierujemy się ku schodom, lecz na prawo od „pokoju zabaw”, jak go nazywa. Mijamy kilkoro drzwi, aż docieramy na sam koniec korytarza. I wchodzimy do sypialni z dużym podwójnym łóżkiem, całej w bieli… Wszystko jest białe: meble, ściany, pościel. Jest tu sterylnie i zimno, ale przeszklona ściana zapewnia spektakularny widok na Seattle.
– To będzie twój pokój. Możesz go umeblować, jak tylko masz ochotę, mieć w nim, co tylko chcesz.
– Mój pokój? Oczekujesz ode mnie, że się tu wprowadzę? – Nie potrafię ukryć przerażenia w głosie.
– Nie na stałe. Powiedzmy, że od piątkowego wieczoru do niedzieli. Musimy o tym porozmawiać, uzgodnić wszystko. Jeśli oczywiście tego chcesz – dodaje cicho i z wahaniem.
– Będę tu spać?
– Tak.
– Nie z tobą.
– Nie. Już ci mówiłem. Nie sypiamz nikim z wyjątkiem ciebie, kiedy jesteś w stanie upojenia alkoholowego. – W jego spojrzeniu widać reprymendę. Zaciskam usta w cienką linię. Z tym akurat nie potrafię się pogodzić. Miły, troskliwy Christian, który trzyma mnie, gdy puszczam pawia w azalie, i ten potwór, który ma specjalny pokój z pejczami i łańcuchami.
– Gdzie więc śpisz?
– Mój pokój jest na dole. Chodź, na pewno jesteś głodna.
– Dziwne, ale wygląda na to, że straciłam apetyt – mówię z rozdrażnieniem.
– Musisz jeść, Anastasio – upomina mnie i biorąc za rękę, prowadzi z powrotem na dół. Gdy wracamy do niewiarygodnie wielkiego pomieszczenia, ogarnia mnie strach. Stoję na skraju przepaści i muszę zdecydować, czy skoczę, czy nie.
– Mam świadomość, że prowadzę cię mroczną ścieżką, Anastasio, i dlatego naprawdę chcę, abyś to wszystko przemyślała. Na pewno masz jakieś pytania – mówi, wchodząc do części kuchennej. Puszcza moją dłoń. Owszem, mam. Ale od czego zacząć?
– Podpisałaś oświadczenie o zachowaniu poufności, możesz zapytać mnie, o co tylko chcesz, a ja udzielę ci odpowiedzi.Staję przy barze śniadaniowym i obserwuję go, jak otwiera lodówkę i wyjmuje deskę z różnymi serami oraz duże kiście zielonych i czerwonych winogron. Stawia deskę na blacie i zabiera się za krojenie bagietki.
– Siadaj – Pokazuje na jeden ze stołków barowych, a ja spełniam jego polecenie. Jeśli mam zamiar w to wejść, będę się musiała przyzwyczaić. Dociera do mnie, że Christian próbuje mną dyrygować od samego początku naszej znajomości.
– Wspomniałeś coś o dokumentach.
– Tak.
– Jakie dokumenty masz na myśli?
– Cóż, nie licząc NDA1, jest jeszcze umowa określająca, co będziemy robić, a czego nie. Muszę znać twoje granice, a ty moje. To umowa konsensualna, Anastasio.
– A jeśli nie będę chciała jej podpisać?
– Nic się wtedy nie stanie – odpowiada ostrożnie.
– Ale nie będą nas łączyć żadne relacje?
– Nie.
– Dlaczego?
– To jedyna relacja, jaka mnie interesuje.
– Dlaczego? Wzrusza ramionami.
– Taki już jestem.
– Co do tego doprowadziło?
– A czemu ktoś jest taki, jaki jest? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Dlaczego niektórzy lubią ser, a inni go nie znoszą? Ty lubisz? Pani Jones, moja gospodyni, zostawiła nam go na kolację.
– Wyjmuje z szafki duże białe talerze i jeden stawia przede mną. Rozmowa zeszła na ser… Jasny gwint.
– Jakich zasad muszę przestrzegać?
– Wszystkie zostały spisane. Przejrzymy je, jak już zjemy.Jedzenie. Jak mogę teraz jeść?
– Naprawdę nie jestem głodna – szepczę.
– Zjesz coś – mówi dobitnie. Dominujący Christian, wszystko staje się jasne.
– Masz ochotę na jeszcze jeden kieliszek wina?
– Tak, poproszę. Nalewa wino, a potem siada obok mnie. Upijam szybki łyk.
– Smacznego, Anastasio. Odrywam kilka winogron. To jakoś przełknę. Christian mruży oczy.
– Długo już taki jesteś? – pytam.
– Tak.
– Łatwo znaleźć kobiety, które chcą robić coś takiego? Unosi brew.
– Zdziwiłabyś się – rzuca sucho.
– W takim razie dlaczego ja? Naprawdę tego nie rozumiem.
– Anastasio, już ci mówiłem. Jest coś w tobie. Nie umiem zostawić cię w spokoju.
– Uśmiecha się ironicznie.
– Jestem jak ćma, która leci do ognia. – Jego głos staje się bardziej głęboki.
– Bardzo cię pragnę, zwłaszcza teraz, kiedy znowu przygryzasz wargę.
– Bierze głęboki oddech i przełyka ślinę. Mój żołądek fika koziołka – on mnie pragnie… w pokręcony sposób, zgoda, ale ten piękny, dziwny, perwersyjny mężczyzna pragnie właśnie mnie.
– Myślę, że to ja jestem ćmą – burczę. I to ja się sparzę. Jestem pewna.
– Jedz!
– Nie. Jeszcze niczego nie podpisałam, więc na razie będę robić to, na co mam ochotę, jeśli ci to nie przeszkadza.Spojrzenie mu łagodnieje, a na twarzy pojawia się uśmiech.
– Jak sobie pani życzy, panno Steele.
– Ile kobiet? – Zżera mnie ciekawość.
– Piętnaście. Och… Sądziłam, że więcej.
– Przez długi okres?
– Niektóre tak.
– Zrobiłeś kiedyś którejś krzywdę?
– Tak.O kuźwa.
– Poważną?
– Nie.
– A mi zrobisz?
– To znaczy?
– Fizycznie, czy skrzywdzisz mnie fizycznie?
– Ukarzę cię, kiedy zajdzie taka potrzeba, i wtedy będziesz czuć ból. Chyba robi mi się słabo. Pociągam kolejny łyk wina. Alkohol – on mi doda odwagi.
– A ciebie ktoś kiedyś zbił? – pytam.
– Tak. Och… A to niespodzianka. Nim zadam kolejne pytanie, Christian przerywa tok moich myśli.
– Omówmy to w moim gabinecie. Chcę ci coś pokazać. Trudno mi to wszystko ogarnąć. Niemądrze sądziłam, że spędzę w łóżku tego mężczyzny noc pełną niebywałej namiętności, a tymczasem negocjujemy warunki dziwacznego układu. Udaję się za nim do gabinetu, przestronnego pomieszczenia z kolejnym oknem od sufitu do podłogi, wychodzącym na balkon. Christian siada za biurkiem, gestem pokazuje, abym siadła na skórzanym krześle naprzeciwko, i wręcza mi jakiś dokument.
– To są zasady. Mogą podlegać modyfikacjom. Stanowią część umowy. Przeczytaj je, a potem porozmawiamy.''
Ach te zasady, dobrze je miec!

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)