Uczucia - to postrzegane przez dzieci fragmentaryczne sposoby zachowania i zamilowanie do tego co sie lubi. Czyli moje osobiste wrażenia od czasu, gdy podjelam sie mega wyzwaniu. Jakiemu? Znalzlam sie na rozstaju drog a moja niemoc zamienila sie w energetyzujaca determinacje. Ta z kolei przemienila brak sil i zmeczenie w wartościowa podroz po swiecie dobrobytu, zwanego potocznie motywacja. Czy aby troszeczkę nie powialo polemika??? W rzeczy samej, bowiem wlasnie o to mi chodzi. Postanowilam, oczywiście z gory poniekad skazujac swoje wypowiedzi na porazke i brak zainteresowania wrod czytelnikow pisac o tym, co sie dzieje w moim obrebie. Tylko garstka osob tak naprawdę wie przez co przeszlam w ciagu ostatnich dwóch lat, nie mowie tutaj o jakims mega melodramacie ale o faktycznych zjawiskach jakie mialy miejscie i te, ktore nastepuja po sobie w wyniku zaprzeszlych wydarzen. Jestem dorosła osoba, zawsze to sobie powtarzam, ze zycie było by nudne gdyby nie atrakcje jakie Nam szykuje los. Biore wtedy gleboki wdech i z usmiechem relaizuje kolejne przedsiewziecia. Powiadaja także ze ''co cie nie zabije to z pewnoscia wzmocni'' - wszak jest w tym duzo prawdy a wlasciwie calkowicie popieram przeslanie tej sentencji. Tyle, ze wiekszosc z Nas uwaza takie male blachostki za mega porazki a nie docenia tego co ma na codzien. Jestem imigrantka, zamieszkuje te wyspe, o ktora obecnie jest spor z Unia Europejska i jej szeroko pojetych odchodzeniem od schematów iscie europejskich. Wyspe, ktora miala byc rajem pod względem finansowym jak i mentalnym... moze inaczej - mial byc raj na ziemi, dla tych co go nigdy wczesniej nie widzieli. Osobiście raj widzialam wczesniej i ta wyspa raczej ku takim zapiskom sie nie sklania i jest daleka tego typu zalorzeniom. Bedac na drugim roku studiow wiedzialam, ze pewne cechy charaktersytyczne ludzi maja sie nijak do stanu faktycznego ich zachowan, podobnie przekłada sie to na sytuacje życiowe. Studiowalam sobie z grupa cudownych ludzi, jak wiekszosc dwa kierunki na raz bowiem liczyły sie fakultety i osiagniecia aby dostac zaraz po studiach dobra prace. W moim kraju edukacja na tym poziomie jest darmowa i licza sie nabyta wiedza w poprzednich instytucjach edukacyjnych oraz zdolności interpersonalne. Jest miliony magistrów ktorzy albo tak jak ja przesiaduja poza granicami kraju albo pozostali w ojczyznie i codziennie zmuszeni sa wykonywac prace nie zwiazana z wyuczonym zawodem... coz! Jest tez garstka osob, ktora dzieki ciezkiej pracy dostala wymarzona prace i rozwija skrzydla w wielu dziedzinach zycia. Sa tez także i tacy, ktorzy zaraz po edukacyjnej rozkoszy odnaleźli swoje powolanie w miejscach, gdzie na nich czekano w otwartymi rekoma a to dlatego, iz rodzice mieli dojscia, swoje kancelarie, gabinety itp. Bardzo dobrze kazda droga jest dobra byle byc szczesliwym i potrafic sie odnalezsc w sekcji zwanej - zycie! Zatem jak to sie ma do mojego podejścia i stanu faktycznego? Otoz w trakcie studiow mieszkalam juz z moim obecnym partnerem, studiowalam dwa kierunki, pracowalam, utrzymywalam sie sama dla jasnosci, taka juz jestem "Zosia samosia'' i dbalam o relacje rodzinne obu stron. Moja mama byla zawsze i jest autorytetem, to jest pierwsza osoba, ktora uwierzyła we mnie i w moje możliwości wspierala i zawsze mimo tylu jej i moich porazek zyciowych dawala otuchy poprzez ''kocham Cie, wierze w Ciebie'' - automatycznie zbieralam sie do kupy i dzialalam dalej. Tak jest do dnia dzisiejszego. Zapewne dlatego nie byla tak szczesliwa, gdy opuściłam domowe pielesze by samodzielnie wedrowac ku priorytetom życiowym a co gorsza podlamana, gdy opuściłam ojczyzne... Nie zostawilam jej samej, ma bowiem cudownego kompana swojej podrozy i mojego ojczyma. Generalnie nie lubie slowa ''ojczym'' bo ten czlowiek zasluguje na miano ''ojca'' zrobil wiecej dla mnie niz moj prawdziwy, ale o tym kiedy indziej. Do czego zmierzam? Byl ten raj i potem anegdota na temat mojej cudownej mamy, zatem teraz czas na polaczenie tych dwóch zestawów Odbilo sie mi to wszystko jak czkawka... zachcialo mi sie raju na wyspie a tak naprawde pos tudiach nigdy nie szukalam dobrej pracy, nigdzie papierow nie skladalam i pomyślałam sobie, co ja osiagne w Anglii zamiatajac innym zapewne podlogi??? Opuściłam wraz z moim partnerem bialo - czerwone progi i wyruszylam w nieznane... zabrzmiało jakbysmy jechali bynajmniej do lasow tropikalnych Amazonki. Nie baliśmy sie nieznanego, bowiem wczesniej mielismy okazje wybywac do innych krajów i wychodziło Nam to calkiem sprawnie. Tym razem jednak nie jechaliśmy aby wypoczac tylko aby zyc i mieszkac na obcym terytorium. Z jezykiem problemu nie bylo, chociarz czulam niedosyt po 8 latach nauki jezyka angielskiego, poniewaz i dialekty i skroty a takze fonetyka brzmialy nieco inaczej. Dostosowaliśmy sie jednak do panujacych warunkow i obyczajow. Oczywiście zaczelismy jak typowa polska para - bylam sprzataczka a moj partner wykonywal prace fizyczne na budowach. Coz jemu zostało to do dzis bo nabyl doświadczenia poza tym jest szanowanym cieśla i odkryl swoje powolanie i liczy sie w tej branzy. U mnie nieco sie pozmieniało i dlugo w branzy tych usług nie pozostałam. Pilnowalam osob starszych, pracowalam w bibliotece, nawet trafilam do polskiej firmy - niestety gdzie za duzo polek tam nie ma awansu! Nauczylam sie rasizmu, braku szacunku wobec rodaków oraz mega wytrwalosci jesli chodzi o darzenie do celu, nei koniecznie po trupach... to nie było moim zamiarem. I tak szukalam w tym wszystkim samej siebie. W miedzy czasie raz ja, raz moj partner nie mielsimy pracy czyli musielismy wszystko sobie dobrze rozpracować. Poza tym na glowie mielsimy problemy mieszkaniowe i moja siostre, ktora od roku przebywala na tej rajskiej wyspie. W ciagu pierwszego roku zmieniliśmy mieszkanie okolo 7 razy - ludzie, okolicznosci, atmosfera, pijaństwo rozruby, insekty itp. W ciagu pierwszych 6 miesiecy pracowalam by spłacić mojej siostry pierwszy dlug w banku, ktory zaciagnela za rzecz karty kredytowej. Nie bylo to duzo ale w tamtych okolicznoscia coz... Jednak z dwojga zlego udalo Nam sie zwiedzic kawalek Anglii i wyjechać na wakacje do Hiszpanii. Urzekł Nas ten kraj juz wczesniej dlatego bardzo chcielismy tam powrocic. Pierwsze Swieta Bozego Narodzenia poza domem, smutny czas i mega bolesne przezycia. Potem kolejne przeprowadzki i problemy mojej siostry... Powzięliśmy jednak srodki ostrożności zaczelo sie klarowac w sprawie pracy, pozwolislmy sobie na wyjazdy - Europa byla Nasza, podroze naprawde wzbogacaja. Po raz pierwszy moja mama przyleciała i miałam okazje jej pokazac kawalek tego dobrego obycia w Londynie, czyli centrum i jego zabytki. Ojczym tez byl zadowolony. Jednak widzieli, ze zycie tutaj to melodramat a nie raj na ziemi. Do tego wlasnie caly czas zmierzam... raj! Utracony, sponiewierany i rozproszony. Jak sie zakończyła Nasza przygoda? Gdzie jestesmy teraz?
Mieszkalismy u pewnej pani, byla Hinduska, bardzo wscipska i zdzierala z Nas na pokoju. Nie bylo wesoło i znalezlismy inne lokum ale moglismy sie wprowadzic za czas jakis gdy ona wrecz zniecierpliwiona prosila o opuszczenie domostwa. Okazalo sie, ze siostra mogla Nas wprowadzic na tydzien do domu, w ktorym mieszkała - oczywiście pozniej, z czasem wyszla inna historia i tak Nasze losy nieco sie poprzeplatały .. moja siostra zaszła w ciaze, Bog jeden wie z kim bo jak to logiczne, a ludzie, u ktorych chwilowo mieszkaliśmy nie mieli zielonego pojecia, ze ona Nas ta transportuje. Z kazdego zdarzenia wyciagamy jednak dobre pozytywy... znaleźliśmy dom, w ktorym wraz z siostra moglismy zamieszkac (byla juz w 4 miesiacu) a osoby, ktore Nas przygarnęły do dnia dzisiejszego sa Naszymi dobrymi znajomymi i to sie ceni najbardziej, mimo, ze poznaliśmy sie w niezbyt komfortowych warunkach. Dzieki temu moj partner posiada ciaglosc finansowa w jednym miesjcu pracy a ja nabyłam kolejne doświadczenia zostaja opiekunka do dzieci, nabywajac umiejetne poslugiwanie sie jezykiem i przygotowywanie sie do roli bycia ciocia... tak i ta rola tak mi sie spodobala, ze dzis mogę Wam o tym wszystkim pieknie zaspiewac. Wszak zycie nie rozpieszcza, nie wszystkich bynajmniej ale uczy Nas pokory, walki, determinacji, zaangażowania i prawdziwego odkrywania siebie. Roztropniej bylo by mi napisac, ciag dalszy nastapi aczkolwiek zycie wciąż trwa i tak naprawdę nie wiem, co czeka mnie jutro czy pojutrze. Szczerze, nie interesuje mnie to. Obecnie zerkam na klawiature i z moim miernym jezykiem polskim pisze te rozprawke... wszak jest to rozprawka, monolog i mini esej. Jednak najważniejsze ze zdobyłam sie na to wyznanie bo bardzo mnie trapi brak zrozumienia wsrod ludzi, nieszczerosc i zaklamanie pospolicie uznawane za bardzo modne, w szczególności na tych wszystkich portalach spolecznosciowych. Dlugo trzymalam wszystko dla siebie, za dlugo. A gdy ktos mi mowi, ze ''ty jesteś w czepku urodzona'' dopada mnie nostalgia ale nie dlatego, ze jest mi przykro z powodu tego typu wypowiedzianych slow a wręcz odwrotnie, ze sie nie rozumie ich znaczenia a jedyne sentencje jakie moga pasc z ust rozmowcy to te oklepane.
(...)

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)