"- Pewnego dnia - jeśli dobrze pamiętam była to jesień, taka jak dziś, a my mieliśmy może po dziesięć lat - siedzieliśmy razem na tym placu, na którym rósł wielki dąb. Właśnie miałem ci coś powiedzieć. Coś, do czego przygotowywałem się już od tygodni. Ale kiedy tylko zacząłem mówić, niespodziewanie powiedziałaś, że zgubiłaś swój medalik w pustelni świętego Saturnina i poprosiłaś, abym go odszukał.
Pamiętałam. Jakże mogłabym nie pamiętać!
- Udało mi się odnaleźć zgubę, ale kiedy powróciłem na plac, nie miałem już odwagi, aby wypowiedzieć te słowa, które tyle razy powtarzałem sobie w duchu. I obiecałem sobie wtedy solennie, że oddam ci ten medalik tylko wtedy, kiedy będę mógł dokończyć zdanie, które nieopatrznie przerwałaś tamtego jesiennego dnia, przed dwudziestoma laty. Długo starałem się wymazać je z pamięci, ale to zdanie wciąż jest we mnie żywe.
I nie mogę już dłużej z nim żyć.
Odstawił nie dopitą filiżankę mocnej kawy, zapalił papierosa i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jakiś niewidoczny punkt na suficie. W końcu spojrzał mi w oczy.
- Owo nie dokończone zdanie jest bardzo proste - rzekł.
- Kocham cię."

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)