Nie wiem ile z Was czytalo moj ostatni wpsi i generalnie nie interesuje mnie szeroka publika, raczej fakt, aby te posty dotarly do osob, ktore borykaja sie z wlasnymi tak zakreconymi historiami. Tak... myslalam, ze poprzedni tydzien byl fatalny i ludzilam sie ten przyniesie wiecej... jakby to okreslic fanaberii szczesliwego zakonczenia. Coz takowych nie ma, a przepraszam sa w bajkach. Nikt juz nie powie mi, ze karma wraca do dobrych ludzi, nikt mi nie wspomni, ze jutro bedzie dobrze, musi byc. Nie chce tych oklepanych slow, poprostu nie mam ochoty ich sluchac. Chcialabym od czasu do czasu faktycznie doznac tego lepszego jutra. I moze nie powinnam narzekac, bo zawsze ktos iny moze miec gorzej, jednak gdzie w glebi duszy krzykiem zawistnie szukam tego dobrobytu fortuny, jaka jest sprzyjajacy usmiech losu. Kazdemu sie wydaje, ze jest tak pieknie ladnie bo nie pokazuje emocji na zewnatrz... hmmm! Moi drodzy tydzien temu chcialam zwatpic i zostawic wszelkie niepowodzenia, chcialam sie poddac. Ale nadszedl kolejny i przyniósł... coz inne dramaty! Ha ha ha. Czy smiac sie czy plakac - wszak nic to nie da. Zycie bylo by bardzo nudne gdyby nie te ekscytujace wydarzenia a wszelkie przygody sa przeciez zrodlem inspiracji. Jakiez perspektywy Nas czekaja? Nie myslcie o jutrze? Zyjcie tu i teraz. Latwo mowic, nie latwo zyc jesli nie masz problemow? Nie jesli je masz i potrafisz rozwiazywac a nie jak ciota podchodzic do blachych spraw i dramatyzowac... Do czego zmierzam? W zeszły poniedzialek dowiedzielismy sie, ze moja siostrzenica wraca na stale do swojej matki - dramat dla Nas i dla niej od tak wraca sobie bez zadnego przygotowania psychologicznego a tym samym mentalnie przyozdobionego otoczka chwalebnej tesknoty za matka, ktorej niestety w dziecku nie ma bo jest zal, rozczarowanie i konkretne zarzuty. Jak wczesniej pisalam, Marcelina to Nasze oczko w glowie, przez miesiace probowalismy jej wyperswadowac tysiace rzeczy. Walczylismy z jej niechecia do samej siebie i akceptacja tego, ze jest piekna dziewczynka. Miesiacami nadarzalismy z programem szkolnym, wszelako rozumiana edukacja na poziomie podstawowym. Byl styczen i walka o to by spojrzala w lustro i zaakceptowala sie jako dziewczynka. Nadszedl luty i kolejne problemy wyszly - brak pewnosci siebie i co najgorsze niestety ta mala istota mimo lat 7 mysli jak dorosla osoba, nie moze sie odnalezsc wsrod dzieci, jest zagubiona... serce mi peka za kazdym razem, gdy wspominam ten etap, ten tak piekielnie ciezki czas. Byc moze dlatego przezywamy tak bardzo to co ma nastapic za kilka tygodni.
Marzec roku poprzedniego to w koncu etap przełomowy - Marcelki pierwsze oficjalne urodziny, z tortem, znajomymi buziami smiejacych sie dzieci, sukienka i wymarzonym prezentem - zielona hulajnoga. Ten uśmiech, ta promienista twarz znaczyły dla Nas wtedy wszystko. A jej tak niewiele trzeba było, jeszcze jej mała, roczna siostrzyczka pelna promienistej, dziecięcej słabości do psot. W taki sposób zdobywa sie serce dziecka, będąc, istniejąc w jego swiecie, w swiecie, ktory sama sobie kreuje bo chce byc dzieckiem i myśleć tylko o dziecięcych problemach... ba dzieci nie powinny sie martwic, dzieci powinny jedynie czuc sie bezpiecznie, byc szczeliwymi i miec swiadomosc, ze sa kochane. I od razu promienieje, zmienia sie na buzi, walczy jednak wciąż w myslach z historia jaka za nia sie snuła, jak cien, niczym zmora...
''Uśmiech jest jak słońce, które spędza chłód z ludzkiej twarzy''
bowiem
''Uśmiech to pół pocałunku''
Marzec roku poprzedniego to w koncu etap przełomowy - Marcelki pierwsze oficjalne urodziny, z tortem, znajomymi buziami smiejacych sie dzieci, sukienka i wymarzonym prezentem - zielona hulajnoga. Ten uśmiech, ta promienista twarz znaczyły dla Nas wtedy wszystko. A jej tak niewiele trzeba było, jeszcze jej mała, roczna siostrzyczka pelna promienistej, dziecięcej słabości do psot. W taki sposób zdobywa sie serce dziecka, będąc, istniejąc w jego swiecie, w swiecie, ktory sama sobie kreuje bo chce byc dzieckiem i myśleć tylko o dziecięcych problemach... ba dzieci nie powinny sie martwic, dzieci powinny jedynie czuc sie bezpiecznie, byc szczeliwymi i miec swiadomosc, ze sa kochane. I od razu promienieje, zmienia sie na buzi, walczy jednak wciąż w myslach z historia jaka za nia sie snuła, jak cien, niczym zmora...
''Uśmiech to niedrogi sposób na poprawienie naszego wyglądu''
I tak zaczela sie jej przygoda z Nami. Codziennie rano zabieralam ja do Heather i Laura (dziewczynek, którymi zajmowałam sie od ponad 7 lat, bylam kiedys pelno-etatowa ich niania, potem one dojrzaly, urosly, poszly do szkoly a ja powoli zmierzalam ku awansowi spolecznemu takze wszystko bylo przed Nami). Poniewaz ich mama jest wspaniala kobieta, ktora mi zaufala i powierzyła dzieci pozwolila takze na przyprowadzanie mojej siostrzenicy, co mialo ogromny wplyw na jej rozwoj pod kazdym względem. Najważniejsze jednak, ze dziewczynki sie lubia i doceniaja a czas jaki razem spędzają, ucząc sie kazdego dnia czegos nowego dodaje barw, uroku a przede wszystkim poprawia jakość ich zycia. I tak wlasnie jej historia ewoluowała. Stala sie czyms nie zwyklym i przecietnym a wrecz niesamowitym i nietuzinkowym. Ta przyjazn znaczy dla niej duzo, bo one tez nawrocily troszke moja siostrzenice na ten tor bycia soba, dziewczeca, niewinna, od tak bycia dzieckiem bez trosk i problemów.
''Uśmiech to bodaj najkrótsza droga do drugiego człowieka''
Jest tez Nina i Theo, kolejne dzieci, które sa ze mna od dawna mocno związane, ktore wdrożyły w Marcelki dziecięcy swiat kolejne barwy, wszystkie te piękne kolorowe, rozświetlające jej drogę. Otuliły ja dobrocia, frywolnym bytem. Nauczyły jak sie bawic i śmiać, bo dzieci to Nasza przyszłość, a zarazem nauczyciele życia, taka teraźniejszość… to wlasnie ta kolejna ekipa żyje prawdziwie tu i teraz. To wlasnie Ci eksperci od postrzegania człowieka, jego działań i sytuacji w jakiej się znajduja potrafia mówic o tym, co widzą i słyszą, widzą to o czym mówią. Z kolei my – dorośli, często patrzymy na świat zakładając soczewki zwane doświadczeniem, przypuszczeniem, normami społecznymi… dzieci to ignoruja i dlatego kolejne etapy jej zycia ewoluowały tak bardzo, ze dziecko nabylo nie tylko pewności siebie ale i witalności, poczucia bycia ważnym, słuchanym. Taka integracja zdarza się tak naprawdę tylko w relacjach dziecko – dziecko, gdzie nie raz zauważam smutną obojętność. I tak naprawdę nic nie robiąc czasem przyczyniamy się do powstawania wewnętrznych blokad u dziecka. A dzieci miedzy soba te blokady potrafia w jakis specyficzny sposób zniwelować. Będąc świadomymi konsekwencji naszych relacji z dziećmi, możemy je wspierać w ich rozwoju i w międzyczasie przyglądać się jak rozwijają swe skrzydła. Dlatego doceniam każda jej relacje z dziecmi, które wnoszą az tyle do zycia NIE TYLKO dla niej ale także i dla mnie, bo wciąż sie ucze.
''Uśmiech bogaci obdarzonego, nie zubożając dającego.''
Z czasem i w Amelii spostrzegla to co najlepsze... pokazując Marceli życie z zupełnie innej perspektywy niż perspektywa dorosłego (co było i wciąż właściwie jest nurtujacym tematem) Jedne z dominujących cech dziecięcego spojrzenia na świat to niekończąca się ciekawość, chęć odkrywania, umiejętność obserwowania… dziewczynki razem mają niesamowitą, ta wlasnie umiejętność ciągłego bycia czymś zajętym, a ich pomysły nie mają końca. To wszystko sprawia, że przez pierwsze kilka tygodni tej przyjaźni dziewczynki niesamowicie się rozwinęły, pod kazdym względem. Zamieniają stres na ciekawość tego co się wydarzy za zakrętem. Zdobywaja doświadczenia obserwując świat wokół z zaciekawieniem zas każdy upadek zamiast być porażką, jest interesującym eksperymentem. I tak naprawdę, kiedy jedna z nich się wywraca, szybko wstaje nie marnując czasu na dylematy. One wiedza, że kilka kroków stąd jest coś ciekawszego do zrobienia, przeżycia. Dziękuje Amelio! Wy wlasnie, z ogromną wiarą i determinacją dążycie do tego, czego w danym momencie naprawdę pragniecie. Tego Nam dorosłym trzeba!
''Śmiech - to szczere królestwo człowieka.''
W ramach kolejnych wypraw na zajecia pojawila sie w zyciu Marceli nieco starsza rocznikowo Asia... spotkajmy sie z twórcami kolejnych wynalazków ułatwiających nam życie, to one zabiegaja o pokój na świecie, to one sadza kolejne drzewa byśmy mieli czym oddychać… tak te dwie istoty jak juz cos wymyśla to czasami mnie to bardzo przeraza, ale z drugiej strony możemy nic nie robić, jedynie okazać szacunek, zatroszczyć sie, wspierać w tych wynalazkach i dopieszczac poprzez prosta pomoc. Tak kloca sie i to czasami ostro ale możemy też nauczyć je przez to mega przedsiębiorczości, która rozwinie w nich jakże przydatną zaradność w życiu dorosłym. Radza sobie z konfliktami? Pozostawiam to na debate kiedy indziej... Dziewczyny potrafia cieszyć się bez powodu i mysle, ze też tak byśmy chcieli. One w tak niesamowity i jednocześnie bardzo prosty sposób zauważaja i doceniaja to co jest tu i teraz. Doceniaja obecność bliskich, którzy je przytulają i dbają o nie, dostrzegaja kota po drodze do parku, kwiatki na łące dla mamy, dużego tira na drodze wiozącego ogromne kamienie… i deszcz, który też daje ogrom radochy, bo nie ma to jak poskakać w kałużach. Tak mimo roznicy wieku, mimo zachowan i zadkich spotkan. Asia nauczyła Marcelke prawdziwie dostrzegac i doceniac to co jest tu i teraz – życ pełnią życia i sie śmiać!
''Śmiech jest lekarstwem, które każdy może sobie przepisać.''
Tuz po wakacjach poznała nieco mlodszego od siebie chlopca, ktory zawladna jej serduszkiem a ona.. coz tak mi sie wydaje, ze i jego. Ten blondasek ze swoim slodkim usmiechem z pewnoscia wpasował sie w klimat Marcelki. Alan... 5-latek z mega blekitem w oczach i burza lokow na glowie, tak go kiedys nazwala Marcelka. To nam dorosłym przypisano zadanie otoczenia troską i opieką oraz wychowania naszych dzieci ale wiekszosc z nich potrafi lepiej sie o siebie zatroszczyc lub innych niz nam by sie wydawało. Wielu z nas zapewne nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ogromny wpływ ma jedno dziecko na drugie. Te wszystkie dziecięce umiejętności. zdecydowanie wypełniaja życie, po brzegi. Cały czas się uczę i nic nie stoi mi na przeszkodzie, by zamiast żyć w obawach, zacząć spoglądać na swoje życie i wybory z ciekawością na to co się wydarzy, jak się wydarzy… by za zakrętem wskoczyć na swoją ulubioną huśtawkę, czując, że żyję tak wlasnie sie czuje, gdy patrze na tych dwoje. Śmieja sie ze spraw blachych, czasami bez powodu, które ich niekiedy nawet nie dotyczą. Słowa, które wypowiadaja to próba przekazania tego, co jest dla nich bardzo ważne, czym chcieliby podzielić się z Nami dorosłymi. Ta mega zwariowana dwojka wie na czym polega nasza egzystencja - nie tylko na spędzaniu lepiej czy gorzej kolejnych dni. Oni faktycznie wnoszą w Nasza rutyne prawdziwe życie, atmosferę błogiego bytu. Dla mnie osobiście każdy uśmiech, westchnienie, głupia ich mina czy faktycznie nie przemyslane proby zabaw w dziwne i wyszukane rzeczy to jest jak odskocznia od realiów jakie Nas otaczaja. Marcela uwielbia tego blondaska mimo, ze nie raz powiedzieli (właściwie nie w oczy...), ze juz sie nie lubia. A na nastepny dzien juz pyta sie kiedy Alan znowu przyjedzie... i jak tu nie powielac ich zachowac. Pozostawic smutki, zale i wszelkie problemy za soba. Zdobyc sie na odwage i zyc pelnia zycia. To jest dobre wyjście, bo w naszej codzienności oczekujemy zbyt wiele od siebie, innych a to nie start w nowe życie tylko specyficzna atmosfera, jaka panuje znacznie częściej niż raz w roku... tego sie ucze wciąż i dlatego z uśmiechem budze o poranku. Moja siostrzenica docenia takie przyjaznie i lubi kazdego za to kim jest, Alan jest soba, takim malym duszkiem, ktory jeszcze ta swoja dziecinna barwa okrywa poniekad jej zachowania, z oglada leczy smutki z przeszlosci poprzez wspolne wyglupy, zarty, krzyki, zabawy i wycieczki.
''Czasem więcej dobrego może zrobić jeden serdeczny uśmiech, dobre, życzliwe słowo, aniżeli bogaty dar pochmurnego dawcy.''
A wszystko to zasługa rodziców i ich podejścia do zycia. Ciesze sie, ze moja siostrzenica moze rozwijac skrzydla wśród takich wartosciowych osob.

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)