Istotnie bylo...

(...) Poznalam Cie tak niedawno moj drogi przyjacielu, wszystko tak sie ciekawie układało. Rozmawialiśmy dniami i nocami, nie było tematow tabu, tak jakbysmy sie znali od lat. Wspolne przechadzki, wypady, spotkania przy piwie... Żadna technologia nie zastąpi fizycznej obecności osoby, którą nazywamy przyjacielem, bo widzisz przyjaźń, bez współobecności, bez obecności twarzą w twarz, zaistnieć w ogóle nie może. I tego by nie byloby tu i teraz... To co nas połączylo mialo swoj sens, w pewnym stopniu sensowne wspolgranie miedzy zbliżonym światopoglądem, ktory tak precyzyjnie potrafilismy sobie tlumaczyc i wnikliwie obserwowac. I tak wlasciwie to wlasnie te wyznawanie wartości, jakze podobne zblizaly Nas do siebie jeszcze bardziej a identyczne prawie ze poczucie humoru w pewnym siensie jednalo w kazdej konfliktowej sytuacji a bylo ich sporo. Niektore blache, inne zas iskrzyly na kilometr ale zawsze udawalo Nam sie je rozwiklac, bo tak naprawde wynikaly z niedopracowanych wypowiedzi lub przeinaczen slownych. Zainteresowan tez nie brakowalo co wzmacnialo te Nasze specyficzne stosuneki do siebie zas wzajemne wsparcie oddawalo moc tej wiezi. Szczerość odgrywala wielka role i jedynie podbudowywala wzajemność uczuć jakie z kazdym dniem byly silniejsze. Mówienie prawdy, zaufanie to bylo takie naturalne, proste i zarazem pelne wiary w to, ze taka przyjazn moze istniec, ze tacy ludzie sa, ze ich spotykamy... czasami nie doceniamy i byc moze mnie to sploszylo, zepchalo na tor boczny. Nieco sie zagubilam a uznanie niezależności drugiej osoby i brak zaborczości bylo dla mnie priorytetem w tej relacji, bo Ty moj przyjacielu byles zawsze gotowy do udzielenia pomocy, zawsze mi ja dawales Drogi przyjacielu. Bo my szanowalismy zwyczaje i swoje dziwactwa, bo my zgodzalismy sie na własną przestrzeń, bo my znalismy znaczenie i charakter tej relacji. Kazda konwersacja miala swoje znaczenie a brak skrępowania w milczeniu byl raczej przerywnikiem do kolejnego dialogu. To bylo takie intrygujace, bo od Ciebie wiem, ile znaczylo kazde spojrzenie, gest czy slowo ciszej wypowiedziane. Gdy widzielismy co sie dzieje wokolo ten jeden blysk w oku znaczyl wiecej niz tysiac slow, ktore moglyby pasc... automatycznie odnajdywalismy sie w danej sytuacji, realnie ocenialismy co moze nastapic, wybuchalismy wtedy razem smiechem badz wspolnie przeslismy do porzadku dziennego. Jednym gestem oddawales drogi przyjacielu czesc temu co mialo nastapic, temu co bylo wazne i specyficznie urozmaicone. A te slowa glosem przyciszonym otulone, czasem pieszczotliwie wypowiedziane, innym razem z przekasem lub smutkiem wyrazone... to wszystko mialo znaczenie. Udzielanie wsparcia w trudnych sytuacjach bylo rzecza naturalna i nie stanowilo zadnego problemu zas brak skrępowania w trudnych czy kompromitujących sytuacjach przeradzalo sie w anegdotke do pozna opowiadana. Pamietasz te chwile, gdy razem tak glosno smialismy sie tylko dlatego by jedno drugiego rozbawilo, tylko po to by smutekk nie przeinaczyl tej ralacji w cos na ostrzu noza. A Nasze wspólne przedsięwzięcia? Ile ich bylo??? Sporo, bo placzyl Nas bezinteresowny kontakt a wszelkie swobodne zachowania nadaly kunszt tej przyjazni, nadaly inne znaczenie tej relacji. Dbanie o dobre samopoczucie - Twoje drogi przyjacielu i Moje jakze precyzyjnie podtrzymywane szerzylo w Nas szeroko pojety optymizm i pogodę ducha. I wiesz co bylo najwazniejsze? Twoja obecność w chwilach kryzysowych, Twoje cieple slowo i serdeczny glow, ktory w sluchawce uspokil, w dialogu kazda sfore i lek ukoil. A dzis juz Cie nie ma, nie ma Nas i tej relacji - nie ma wszak tego co calosc spoilo... Podstawową rzeczą różniącą Nas byl fakt zadowolenia kazdej ze stron na tyle, by zadne sie nie dowiedizalo ile w danym momencie sie poswiecilo by bylo wlasnie tak... przyjaźnie! Tesknota stanowila kolejny wazny czynnik wiazacy a dogodnosc wypowiedzi i luzny format jej przebiegu zawsze mial w sobie te specyfike, to cos co Nas polaczylo! A teraz juz tego nie ma, odejsc musialam... niestety za bardzo Ci zaufalam a kazdy ton, inna wersja i stanowisko Nas zbytnio poroznilo tylko dlatego, ze tak naprawde cos we mnie wymarlo albo sie wypalilo. Nie bede juz sluchac innych, nie bede ich wersji rozpoatrywac, chce by znowu bylo tak samo, by swiat krecil sie wokol Nas a my sami doceniali ponowne narodzenie tej korelacji. Bo przeciez tak te drogi sie Nam popłatały (...) 



Komentarze