Okiem podroznika - laika

''Kiedy marzenie o podróży zaczęło nabierać kształtów uznałem, że potrzebuję pewnej kwoty pieniędzy przynajmniej na początku tej przygody. Zacząłem wtedy realizować swój program oszczędności. Jak on wyglądał? Będąc jeszcze w pracy, ale już myśląc o jej opuszczeniu, zdecydowałem się odkładać co miesiąc z góry ustaloną kwotę. Mieszkając sam odkryłem, że jestem w stanie zatrzymać dla siebie ponad połowę ówczesnej pensji. Nie odkładałem tego, co mi zostawało. Przyjąłem zasadę dokładnie odwrotną: wpłacałem na oszczędności ściśle ustaloną kwotę, a mój sposób życia dopasowywałem do środków, które mi zostawały. Oznaczało to rezygnację z kilku rozrywek i przyjemności, ale uznawałem, że realizacja marzenia o podróży jest tego warta. Przygotowując się do podróży warto praktykować świadome oszczędzanie. Najlepiej na tym, co pochłania pieniądze, nie dając nic konkretnego w zamian. Oszczędzanie uczy świadomego rezygnowania z zachcianek i pokazuje, ile naprawdę potrzebujemy. Jedna z moich partnerek narzekała kiedyś, że wolałaby, abym ubierał się bardziej elegancko. Że powinienem zafundować sobie kilka nowych koszul, par spodni lub nową marynarkę. Nigdy nie dałem się do tego przekonać, co wyszło mi tylko na dobre, bo podczas kolejnych przeprowadzek ani razu nie potrzebowałem wynajmować samochodu. Od lat jestem dumnym posiadaczem jednego garnituru, stosownego na każdą okazję. Ubrania naprawiam zamiast je wyrzucać. Niepotrzebne oddaję znajomym, dostając czasem coś w zamian. Zamiast upychać w mojej szafie kolejne ciuchy, staram się ubierać przede wszystkim prosto i praktycznie. Pieniądze zaoszczędzone w ten sposób przeznaczam na poznanie nowego kawałka świata. Rzeczy bez których można żyć jest jednak dużo więcej. Już od dawna nie kupuję papierowych gazet. Pozbyłem się telewizora i radia, odpadają więc koszty płacenia abonamentu. Internet odłączyłem, korzystając z niego bezpłatnie w bibliotece. Moje życie kulturalne również przestawiłem na tryb bezkosztowy. Kin, teatrów czy koncertów właściwie nie odwiedzam, zamiast tego wybieram raczej wspólne oglądanie filmów ze znajomymi. Nie jestem też zwierzęciem imprezowym i przed wyjazdem do Azji nie spędzałem każdego weekendu na spotkaniach ze znajomymi, odpadały więc koszty drinków i nocnych powrotów taksówką do domu. Gotowałem i jadłem w domu, nie wydawałem więc pieniędzy w barach. I jeszcze jeden drobiazg: nałogi. O szkodliwości palenia wie każdy. A jak z finansami? Jeśli wypalasz paczkę papierosów w 3 dni oznacza to, że przez rok tracisz przynajmniej 1200 złotych. To równowartość biletu lotniczego do Azji Centralnej. Albo puchowego śpiwora ekspedycyjnego. Albo 2 miesięcy w polskich górach. Ile jest warte te 1200 złotych Przeczytawszy to możesz stwierdzić, że prowadziłem nudne życie. Pamiętaj jednak o jednym: pieniądze zaoszczędzone w Europie, w Azji mają wartość dużo większą. Dwa bilety do kina i wieczorna impreza ze znajomymi to kwota, za którą w Nepalu przeżyjesz tydzień. Nowa gra komputerowa, to równowartość pozwolenia na treking pod Mount Everest. Jak zwykle jest to kwestia wyboru tego, co dla Ciebie ważniejsze. Radą jaką dałbym każdemu, kto planuje podróż po świecie, jest: nigdy nie daj się wpuścić w pułapkę posiadania mnóstwa rzeczy i zaciągania kredytów, których spłacanie nigdy się nie kończy. Fajnie jest mieć piękne mieszkanie, dom na Mazurach, sportowy wóz i mnóstwo innych gadżetów, które sprawiają, że czujemy się dobrze. Urlop na Majorce lub w Egipcie może podbuduje na krótko nasz prestiż wśród znajomych. Warto jednak uświadomić sobie prosty fakt: odchodząc z tego świata zabierzemy ze sobą nie to, co kupiliśmy lub zbudowaliśmy, ale to czego się nauczyliśmy i co poznaliśmy. Zabierzemy, być może, naszą wiedzę i pamięć, ale na pewno nie nasze domy i samochody. Czy warto więc inwestować w rzeczy które przepadną? Oprócz oszczędzania, na kilka miesięcy przed wyjazdem zacząłem pozbywać się tego, co znałem w moim domu za niepotrzebne. Na pierwszy ogień poszły niepotrzebne mi już książki oraz analogowy sprzęt fotograficzny. Z żalem pozbyłem się aparatu i obiektywów do fotografii średnioformatowej, ale to, co za nie dostałem, starczyło na trzy miesiące późniejszej drogi. Jeśli planujesz długi wyjazd, rozejrzyj się po swoim domu i pomyśl czego nie potrzebujesz, sprzedaj to, a pieniądze odłóż. Nigdy nie miałem samochodu, a gdybym nawet go miał, bez wahania sprzedałbym go, by móc zrealizować swoje marzenia. Żyję w mieście, więc wszystko co mi potrzebne mam blisko domu. Przy rozsądnym planowaniu czasu transport zbiorowy wystarcza mi w zupełności. Koszt biletu miesięcznego i okazjonalnych podróży pociągami jest i tak niższy od kosztów eksploatacji samochodu: napraw, przeglądów, paliwa i ubezpieczenia. Jeśli planujesz podróż swojego życia, samochód powinien być jedną z pierwszych rzeczy których należy się pozbyć. W ostateczności, jeśli jesteś pewien swojej decyzji o opuszczeniu kraju, możesz pozbyć się także mieszkania. To bardzo konkretny zastrzyk gotówki, niestety jednorazowy. I warto upewnić się, że w razie zdarzenia losowego (choroba, wypadek) można liczyć na tymczasowe miejsce u kogoś z rodziny gdy wrócisz. Znacznie bezpieczniejszym rozwiązaniem jest pozostawienie mieszkania komuś, kto będzie Ci za nie płacił. To chyba najprostszy i najskuteczniejszy sposób zarabiania w podróży. Jeśli podróżujesz samotnie, suma jaką zarobisz, pokryje większą część lub nawet całość Twoich wydatków. To jeden z najpopularniejszych sposobów finansowania podróży jaki spotkałem. Jeśli wyjeżdżasz na dłużej, możesz potrzebować pomocy kogoś na miejscu, kto od czasu do czasu zajrzy do mieszkania lub pomoże znaleźć nowych lokatorów, gdy starzy postanowią się wyprowadzić. W umowie najmu możesz też zawrzeć klauzulę, że drobne naprawy najemcy wykonują sami, co zaoszczędzi Ci nerwów i uzgadniania przez telefon każdej drobnej usterki.
Opisane sposoby to sposób by odłożyć pieniądze. Równie ważną rzeczą jest jednak niewydawanie zbyt wiele w podróży. Jak to zrobić? Po pierwsze…
Ktoś napisał, że transport to największe koszty w podróży. Nie zawsze tak jest. Przemieszczanie się może być bardzo drogie lub bardzo tanie, zależnie od tego jak to robisz. Masz mało czasu, więc lecisz samolotem? Nie licz, że uda Ci się zrobić to tanio. Transport powietrzny zawsze pochłania największe sumy i jeśli latasz często, możesz oczekiwać, że będzie to główna kategoria Twoich wydatków. Zdarzają się rzecz jasna wyjątki, takie jak połączenia lotnicze za 100 zł na drugi koniec Europy, ale takich okazji jest niewiele i zazwyczaj trzeba polować na nie z wyprzedzeniem. Generalnie im szybciej się przemieszczasz, tym więcej płacisz. Z drugiej strony jeśli nie goni Cię czas, transport może być kompletnie darmowy.
Autostop działa różnie w różnych krajach, wszędzie jednak znajdzie się ktoś, kto pomoże podróżującemu. Całą Turcję przejechaliśmy autostopem, z autobusów korzystając tylko w miastach, pokonując w miesiąc około 3000 kilometrów. W Irackim Kurdystanie okazje łapali nam żołnierze na posterunkach drogowych. Przez nepalskie bezdroża wiozła nas, półtorej doby, karawana ciągników. Znaczną część Azji Centralnej przejechałem dzięki kierowcom samochodów i ciężarówek. Zwiedziłem tak również rumuńską Bukowinę i Maramuresz. Ta metoda przemieszczania się działa niemal wszędzie. Autostop działa nie tylko u nas, czy w Azji, da się nim jeździć po Australii, obu Amerykach, w Afryce podobno też. Założę się, że przy naprawdę dużej dozie samozaparcia dałoby się złapać stopa także na Antarktydzie. W każdym kraju autostop ma swoją specyfikę i warto ją poznać zanim gdzieś wyjedziesz. Czasami działa świetnie, czasem gorzej, niekiedy kierowcy spodziewają się opłaty za podwiezienie. Nawet i to ostatnie udawało mi się jednak przeskoczyć. W Kazachstanie pytałem miejscowych „bezpłatnie można?” i okazywało się, że można prawie zawsze. Jeśli nie uda Ci się złapać darmowej „okazji”, daj sobie czas by poznać, jak działa lokalna komunikacja. Niekoniecznie musisz przemieszczać się autokarami dla turystów, jeśli znacznie taniej będzie podróżowanie z miejscowymi. Może oznacza to, że będziesz podróżować wolniej, w ciasnocie i hałasie, ale to jest właśnie podróżowanie. Mówisz, że chcesz poznać inne kultury? Zrozumieć jak żyją ludzie na drugim końcu świata? Nie uda Ci się to, jeśli będziesz patrzył na nich z okna klimatyzowanego autokaru. Jeśli mieszkasz w Polsce i chcesz spędzić dwutygodniowy urlop w Dubaju, prawdopodobnie nie uda Ci się dojechać tam za darmo. Ale jeśli dasz sobie czas – dużo czasu – możesz dojechać tam na rowerze, dopłynąć łodzią, przejechać się autostopem, poznając po drodze niezliczone ilości kierowców, którzy opowiedzą Ci historię swojego życia i wysłuchają Twojej. Wszystko to bezpłatnie lub bardzo tanio. Jest tylko jeden problem: nie możesz się śpieszyć. W naszej kulturze popularne jest powiedzenie „czas to pieniądz”. Może takie podejście sprawdza się w biznesie, ale nie w podróży. W podróży czas to nie pieniądz. Czas jest za darmo. W dodatku niezależnie od tego ile pieniędzy wydasz, masz go do dyspozycji dokładnie tyle samo. Podróżuj więc powoli i świadomie, starając się żyć chwilą którą właśnie masz. To samo dotyczy spania. Możesz rozbijać się po świecie, płacąc co noc setki złotych za pokój w hotelu. Możesz też wziąć namiot i śpiwór, i być kompletnie samowystarczalnym. Co do mnie, lubię podróżować przez góry i tereny słabo zamieszkałe, własne schronienie jest więc idealnym wyborem na taką drogę. Możesz każdego dnia spać w innym miejscu, zawsze za darmo, budząc się i zasypiając zgodnie z rytmem natury. W mieście sprawa nie jest tak łatwa, ale z pomocą przychodzą miejscowi. Kilkanaście razy w ciągu tej podróży korzystaliśmy z gościny ludzi, poznanych przez portal CouchSurfing. Umożliwia on zatrzymywanie się czyimś w domu lub mieszkaniu kompletnie za darmo. Czasem taka kilkudniowa znajomość może przerodzić się w przyjaźń na lata. Do dziś utrzymujemy kontakt z naszymi gospodarzami z Teheranu, którzy gościli nas u siebie kilkukrotnie podczas pobytu w Iranie. Jeśli planujesz poważniejsze podróżowanie, koniecznie zarejestruj się na CouchSurfingu. A co jeśli pieniędzy brak, a na naszą prośbę o nocleg nikt nie odpowiedział? Cóż, taki przypadek spotkał mnie wielokrotnie. W takiej sytuacji rozkładam karimatę i śpiwór tam, gdzie się da. Pusty plac budowy, podmiejski las, zarośla nad rzeką, pusty wagon na bocznicy kolejowej – im dalej od przypadkowych oczu tym lepiej. Najdziwniejsze miejsce na nocleg jakie kiedykolwiek znalazłem? Spędziłem trzy noce, śpiąc w ruinach stadionu w centrum Kiszyniowa, a w polskich Tatrach przeczekiwałem ulewę w konfesjonale pewnej kaplicy. Spanie w takich miejscach wymaga jednak pewnej determinacji.
Podróżując nauczyłem się ufać ludziom. Wielu z nich chętnie dzieli się tym co ma. Kierowca w polskich Bieszczadach, który zabierał mnie na stopa, zaprosił do siebie na obiad. Na bezdrożach Pamiru, rodzina Kirgizów zaofiarowała mi nocleg, nie chcąc niczego w zamian. Z przypadkowo spotkanym Rosjaninem, który zabrał nas z drogi w okolicach Bajkału, spędziliśmy 4 dni Świąt Wielkanocnych. Świat jest pełen niezwykłych i dobrych ludzi, podróżując z małym budżetem prędzej czy później na takich trafisz. Jedz lokalnie! To jedyna rada jaką dałbym osobie jadącej w podróż. Dlaczego? Lokalne jedzenie jest zawsze tanie. Wytwarza się je na miejscu i przygotowuje często na naszych oczach. Pożywiają się nim miejscowi, nie leży więc długo i jest zazwyczaj świeże. A skoro żyją dzięki niemu miejscowi to i Ty też możesz. Na całym świcie znajdziesz miejsca serwujące takie pożywienie: małe bary, stragany, miejsca często wciśnięte w zaułki z dala od turystycznych dzielnic. Im bardziej zatłoczone tym lepiej, bo oznacza to dobre jedzenie. Ich właśnie warto szukać. Nie zawsze wyglądają najlepiej, ale nie o to chodzi. Wszędzie znajdziesz także miejsca przyszykowane specjalnie pod turystów. Ceny są tam wysokie, a jakość jedzenia wątpliwa. Często miejscowi nie mają pojęcia jak przyrządzić europejską potrawę, więc zamawiając pizzę w Indiach można się nieprzyjemnie zdziwić. W dodatku takie jedzenie musi dłużej czekać na klienta, przez co szansa złapania zatrucia idzie ostro w górę. W krajach Azji najtańsze zakupy zrobisz na bazarach. W Europie czy Ameryce będą to supermarkety z „dolnej półki”. Jeśli chcesz podróżować najtańszym kosztem możesz spróbować freeganizmu, czyli żywienia się tym, co zostawili lub wyrzucili inni. Kiedy moje finanse leciały na łeb, na szyję, dość skutecznie próbowałem tej metody w kilku krajach. Wyciąganie pożywienia ze śmietników to ostateczność, wystarczy jednak przejść się na najbliższy bazar, by zdobyć trochę warzyw, które tego dnia się nie sprzedały. Freeganizm jest znanym zjawiskiem w Europie Zachodniej i tam też najłatwiej przetrwać, żywiąc się tym, co wystawiono na tyłach sklepów. Przeglądanie katalogów ze sprzętem turystycznym może prowadzić do frustracji. Wydaje Ci się wtedy, że każda z rzeczy która oglądasz jest dokładnie tym, czego potrzebujesz. Najchętniej zabrałbyś ze sobą wszystko. Po kradzieży plecaka jaka spotkała mnie w Kazachstanie odkryłem jak wielką przyjemność może dawać podróżowanie z lekkim bagażem. Wszystko czego potrzebowałem mieściło się w 50-litrowym plecaku. Śpiwór, maszynka gazowa i menażka, kubek, peleryna od deszczu, dwie ciepłe bluzy, zmiana bielizny, aparat fotograficzny i jeszcze kilka drobiazgów wystarczyły mi przez pół roku. Planując kolejną podróż już teraz wiem, że zabiorę w nią mały plecak, który po spakowaniu będzie ważył mniej niż 10 kg. Wyruszając w podróż warto mieć ze sobą dobry, sprawdzony sprzęt, odpowiedni do warunków jakich się spodziewamy. Ale czy musimy mieć go aż tyle? I czy musimy wydać na niego fortunę? Lekki kubek do herbaty wykonany z tytanu kosztuje 150 złotych. Zastanawiam się w czym jest lepszy od mojego plastikowego za 4 zł, z którym przejechałem 24 kraje?''


Komentarze