Jest mozna tak zatytuowac ten post, prosze bardzo. Wszak rzeczy same sie rozwiazaly... tak wczoraj dobiegl konca moj kolejny etap zyciowy, ba czy slusznie? Nie mam zielonego pojecia, nie pytajcie mnie - nie jestem goru, ani znachorem. Nie wiem, co bedzie jutro, co jest nawet dzis. Wiem jedno, ze ufajac ludziom za bardzo tracisz podwojnie. Wiara powinna byc czujna, ale nie podejrzliwa. Jesli sugerujemy komus klamstwa to automatycznie wpajamy je sobie, czyz nie? Podejdzmy do tego z pewna ironia... notorycznie zapowoada sie jakis precedens zwiazany z brakiem zaufania, i jak temu zapobiec? Generelnie to siedzi w nas samych, czasami zaluje sama tych wypowiedzianych slow po tym jak sobie obiecuje po stokroc, ze sie nie odezwe, ze nie bede w ten sposob prowadzic dialogu... i niestety wygrawa ta druga ja, ta pelna goryczy, nawet gyd jest swiadoma, ze druga strona w pelni szczerze do niej podchodzi. Dlaczego jest tyle jakiejs nieokielznanej brawury wypowiedzi jesli chodzi o kwestie zaufania? I napewno nie wynika to z potrzeby pobielania bledow, jakie mialy miejsce posrod poprzednich atrakcji życiowego melanżu... bo moge tak to ująć? Swiadomie dokonujemy wyborów, zatem dlaczego nieswiadomie popełniamy tego typu konwenanse? Oczywiście ze z wlasnej woli wybieramy ponowna rozpacz, bol, zal i nawet to piekielne rozgoryczenie... a potem sie dziwimy, ze druga strona nie ma ochoty dalej prowadzic juz zadnych rozmów ze nie ma ochoty wkraczac na i tak bardzo cienka linie... Nie zawracac sobie głowy postepowaniem tak okrutnym? Przeciez tego chcielismy, drazyc jak woda w skale by ostatnie drobiny zeszly wraz z nurtem potoku w zapomnienie. Jednak pamiętaj ta druga strona, jeśli jej bardzo zalezy cierpi podwojnie... ludzie, ktorzy kochaja szczerze wola sie odsunac z Twojego zycia by moc uchylic Ci szczęścia na ktore zaslugujesz, by moc cieszyc sie Twa radością, usmiechem na twarzy, sukcesem kolejnym, podroza marzen, wygrana w loterii czy nawet życiowego zalążka jakim jest milosc niekiedy do kogo innego. Takie osoby istnieja, ulatniaja sie wiedzac, ze nie potrafia dac Ci tego szczescia lub poprostu nie chca Cie zranic. Nie uciekaja, bo sa jak anioly - obserwuja Twoje poczynania, Twoje zaangazowanie, Twoje relacje, zmagania, w ktorych w ramch natychmiastowej akcji byli by w stanie rzucic wszystko byle by byc przy Tobie? Byle by uchylic Ci kawalek tego dobrego miejsca, by podac dlon, gdy juz naprawdę jest ciezko - ale nie moga bo ich odrzucamy i nie dajemy szanse a moze to inaczej dziala, te Nasze anioly chca poprostu byc nieco na uboczu i cieszyc sie Naszym szczesciem? Moze oni maja za zadanie kochac bez umiaru i dbac o dobro wewnętrznego ja. Dlaczego zawsze modlimy sie o rzeczy materialne, a nigdy o milosc? Milosc czyni cuda, mowcie co chcecie ale czyni bo wiara w nia daje perspektywistyczny przebieg wydarzen w jednym obrazie, obrazie znaczacej i wyraznej przyszłości. Pozwólmy sie kochac tak jak na to zaslugujemy, pozwolmy sie obdarowac tym uczuciem w pelni i swiadomie. Na kazdym moscie jest taki punkt, w ktorym sie przystaje i zastanawia nad egzystencja.... pytam po co? Zyj chwila, nie odpuszczaj - nie poddawaj sie, zycie jest zbyt piękne Smagane raz tragedia, raz nostalgia ale zawsze jest cos co nas trzyma tutaj na ziemi. Zar pocałunków, dotyk drugiej osoby, dlugie rozmowy i weekendowe spacery, wpatrywanie sie w czyjes lub te konkretne oczy, trzymanie za dlonie, nocne pisanie... mozna by tu uzbierac zbior przepieknych czynnosci, o ktorych wiekszosc z Was zapomina wirtualnie dajac sie wciagnac tej mechanicznej idei bytu ponad wszystko. Pozwol choc na chwile oddac sie ciekawej konwersacji z druga osoba, usiasc razem przy herbatce i tak poprostu wygadac sie, przytulic, wesprzec o ramie... niestety czesto bywa tak, ze odchodzimy od tych osob, ktore widza w Nas o wiele wiecej, ktore kochaja ponad wszystko, wspieraja, ktore dbaja o szczegoly Twgo zycia bardziej niz o swoje, ktore martwia sie ponad wszystko, ktore przezywaja tragedie razem z toba, ktore wiedza jak sprawic bys sie znowu usmiechna, ktore spojrzeniem wyczaruja usmiech lub rozpoznaja w jakim humorze jestes... to chyba juz wiecej niz przyjazn? Nie sadzisz, ze wlasnie dokonalo sie to czego unikamy na codzien. Dlaczego tak ciezko dzis Nam jest rozmawiac o tych emocjach... nie z aniolami, oni zawsze Cie wysluchaja. Cale zycie staralam sie sprostac wymaganiom innych, darzyc do wlasnego sukcesu mimo niesprzyjających warunkow. Mialam wsrod swoich znajomych grono przyjaciol, ktorzy do tej pory sa ze mna na dobr ei zle. I moze sie wydawac, ze wszystko jest w porzadku niestety gdy juz przyjdzie ten czas, ta chwila, moment wiesz, ze to nie dzieje sie naprawdę To nie bylo tez fikcja... zatem czym? Mowmy sobie czesto ''kocham'', mowmy sobie czesto ''dziękuje, ze jesteś '. To tak jak w tych slowach piosenki Hurts ''Stay'' podaj reke temu, ktory odszedl bo kochac potrafil a nie temu, ktory wybył bo nie wiedzial jak to czynic... Dzis juz wiem, ile razy doznam oświecenia i tak nie dorownam ironi losu, jaki podklada mi klody pod nogi. Dzis juz wiem, ze moje oczy nie placza za kazda utracona jednostka. Dzis juz wiem, ze przetrwanie wśród garstki prowizorycznie zdobionych moj krag przyjaciol, znajdzie sie kilku, ktorzy o północy przyjada z butelka wina, ktorzy wyciagna kase i wsadza Ci do kieszeni, ktorzy przyczymaja wlosy gyd wymiotujesz, ktorzy przytula bez powodu i jednym znakiem otworzą na nowo drzwi... wejdz do srodka.

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)