''Znajdują stolik w kawiarni, w której pod podłogą ze wzmacnianego szkła płynie woda.
- Ta sama rzeka? - Maggie patrzy na migotanie nurtu na kamieniach, kiedy Pete zdejmuje z tacy swoje podwójne espresso i jej białą kawę. Przez chwilę sprzeczali się, kto płaci. Spodobało mu się, że nie było dla niej oczywiste, że on stawia. Ale też to, że pozwoliła mu wygrać.
- Prawdopodobnie inna odnoga. - Pete zdejmuje kurtkę. - Jedyny sposób, żeby sprawdzić, to wrócić do jaskini i puścić łódeczkę. Ja tu posiedzę i sprawdzę, czy przypłynie.
Czeka na jej uśmiech. Jej oczy są zdumiewająco szafirowe w zestawieniu z tą bladą twarzą.
- Jesteś z Somerset? - Maggie przerywa niezręczne milczenie.
Pete przytakuje i zbyt wolno sączy kawę.
- Od urodzenia. Dorastałem w Weston-super-Mare. Za to twój akcent sugeruje północ. Pojedyncze słowo od czasu do czasu.
- Ojciec pochodził z Yorkshire, ale nigdy tam nie mieszkaliśmy. Był wojskowym. Przez większość mojego dzieciństwa mieszkaliśmy za granicą.
- Więc co cię tu ściągnęło?
- W młodości trochę się bawiłam w New Age. Fascynowała mnie idea Glastonbury. Konwergencja ścieżek mocy, takie tam.
- Nigdy bym się nie domyślił. Teraz wyglądasz tak konwencjonalnie.
Spod tej jej lodowatej maski przebija się uśmiech. Po prostu nad nim panuje, jest w tym świetna.
- Kiedy miałam siedemnaście lat, parę miesięcy męczyłam rodziców, żeby puścili mnie na festiwal – mówi. - W końcu się poddali, a ja nigdy nie odważyłam się im powiedzieć, że było okropnie. Ale spodobało mi się miejsce.
- Miałaś jakieś wiadomości od Hamisha Wolfe'a albo jego fanklubu?
Koniuszek różowego języka zlizuje kawową piankę z górnej wargi.
- Dwa e-maile od tej bandy. Spotykają się dzisiaj w Minehead. Zaprosili mnie.
- Stanowczo odradzam. Ale jeśli jedziesz, nie jedź sama.
- Wiesz, spotykałam już wcześniej takich ludzi.
Wie. Maggie chodzi do więzień, rozmawia z najgorszymi przestępcami. Nie potrzebuje jego opieki.
- Mogę cię o coś zapytać?
- Pytaj, o co chcesz.
- Powiedziałaś, że mieszkasz sama.
Spogląda na niego nad brzegiem filiżanki.
- Nie powiedziałam.
- Kiedy do ciebie przyszedłem, kiedy rozmawialiśmy o fanklubie Wolfe'a, zapytałem...
- A ja to odebrałam jak zawoalowaną pogróżkę. Nie odpowiedziałam na twoje pytanie.
- Prawda. - Pete zaczyna od początku. - No więc poprosiłem kogoś, żeby to sprawdził. Okazuje się, że naprawdę mieszkasz sama.
Dwie idealne brwi unoszą się.
- Kiedy wyszedłem z pokoju, słyszałem, że z kimś rozmawiasz.
Ta kobieta chyba nie ma pełnego uśmiechu w repertuarze, ale ciut zmiękczonym spojrzeniem potrafi zasugerować, że jest rozbawiona.
- Może przez telefon.
Pete zaprzecza.
- Nie słyszałem dzwonka.
- To ja zadzwoniłam.
– Mając wścibskiego gliniarza w toalecie na dole? A poza tym to nie brzmiało jak rozmowa przez telefon. Ton głosu jest wtedy zupełnie inny. Podniesiony. Wyraźniejszy. Tak, żeby było dobrze słychać. Ty rozmawiałaś z kimś w pokoju.
- A nawet jeśli?
Poddaje się.
- Nieważne. Nie mam prawa pytać. Ale wścibstwo należy do moich zawodowych obowiązków.
- To może tak: powiem ci, kiedy się lepiej poznamy. Dobra?
- Okej.
- Teraz moja kolej. Trochę czytałam o tej sprawie. Nie dlatego, że postanowiłam ją wziąć, bo wciąż jestem raczej pewna, że nie wezmę, ale przyznaję, że mnie interesuje. Znalazłam dwie wzmianki o czymś. Ale to nie było wyjaśnione. Zastanawiałam się, czy mógłbyś mnie oświecić.
- Dawaj.
- Co to jest "Daisy w kajdanach"?
Pete czuje, jak sztywnieją mu plecy, i ma nadzieję, że ona tego nie dostrzega.
- Gdzie o tym słyszałaś?
- Była wzmianka w książce o Wolfie. Coś o kajdankach ze stokrotek, Stokrotce w kajdanach. Straszny chłam, więc nie wiem, czy brać to poważnie. Ale ty najwyraźniej też o tym słyszałeś, więc mów. Co to takiego?
- Szczerze? Nie wiemy. Dowód, który znamy wyłącznie z plotek. Nigdy go nie znaleźliśmy.
- Ale czego?
- Kiedy Wolfe siedział w areszcie, a my dopracowywaliśmy oskarżenie, rozmawialiśmy z ludźmi, którzy go znali z czasów młodości.
Maggie oparła się o stół i zdjęła rękawiczki, odsłaniając blade dłonie i pomalowane na różowo paznokcie.
- Chcieliśmy się dowiedzieć czegoś o jego charakterze. Znaleźć jakieś ślady wcześniejszych skłonności do przemocy. A przynajmniej zaburzonych zachowań.
- Torturowanie zwierząt i tak dalej?
- Właśnie. Albo dziewczyny, które trochę za często trafiały na ostry dyżur.
- Znaleźliście coś?
- Nic, co można by nazwać przemocą. Ale świadkowie mieli dużo do powiedzenia o jego, jak by to ująć, preferencjach seksualnych.
- Zamiłowanie do dużych dziewczyn?
- Podobno kiedy był na studiach, istniał pewien klub. Klub Grubasek. To była grupka czterech czy pięciu studentów. Umawiali się z grubymi kobietami. I dalej się robi ciekawie: filmowali seks z nimi.
Maggie zaciska powieki z czarnymi rzęsami.
- Za ich wiedzą czy bez?
Pete kręci głową.
- Bez. Spotkania kręcono potajemnie. Problem w tym, że mężczyźni, którzy rzekomo brali w nich udział, członkowie Klubu Grubasek, nie puścili pary z ust. Braliśmy ich na przesłuchanie mnóstwo razy. Nic. Mówiło nam o tym kilka osób z ich otoczenia. Gość z tego samego roku, jedna z kobiet, która podobno padła ofiarą tego procederu. Niestety to były tylko słowa. Żadnego dowodu.
- Co mówili?
- Że tych pięciu gości celowo wybierało duże kobiety, często zmiękczali je alkoholem, może i narkotykami, doprowadzali do stanu, kiedy puszczały hamulce, a potem kręcili seks z nimi.
- Urocze.
- Owszem. Ale nie to jest najgorsze. Te taśmy nie były przeznaczone wyłącznie do prywatnego użytku. Podobno sprzedawano je gdzieś na lewo.
- I nie ma na to żadnych dowodów?
- To się działo niemal dwadzieścia lat temu. Nielegalne sklepy wideo pozamykały się dawno temu. Poza tym coś się wydarzyło. Nie bardzo wiemy co, ale obstawiam, że któraś z kobiet dowiedziała się o tym i poskarżyła na uniwersytecie. Może zainterweniowali rodzice. Tak czy inaczej zabawa się urwała, a filmy skasowano. Nie został po nich żaden ślad. Tylko plotki i domysły.
- I "Daisy w kajdanach" to jeden z tych filmów?
- Prawdopodobnie tak. Jeden z bardziej pikantnych.
- To znaczy?
- Grali w nim Hamish i studentka o imieniu Daisy, podobno o bardzo obfitych wdziękach.
- I kajdany?
- Tak, tak mówiono. Podobno. Niektórzy twierdzili, że to było brutalne sado-maso, że Daisy stała się krzywda. Jeden ze świadków poszedł dalej i spekulował, że to snuff movie i że Daisy straciła życie. Może doszło do wypadku, może Hamisha poniosło. Sądzę, że Daisy zginęła, a on zdołał to zatuszować. Z pomocą kolegów albo samodzielnie. Myślę, że z początku był przerażony tym, co zrobił, przysiągł sobie nigdy tego nie powtórzyć, próbował o tym zapomnieć i skupił się na robieniu kariery błyskotliwego chirurga.
- Ale nie zdołał stłumić prawdziwej natury?
- A ktokolwiek to potrafi?
Maggie otwiera szeroko oczy.
- Jego pies wabi się Daisy.
- Wiem. I to mi autentycznie mrozi krew. Bo kupił tego psa tuż przed tym, jak znów zaczął zabijać.''

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)