Wszak bywa i tak, ze wśród ludzi bywaja tubylcy... pokreca sie, namieszaja i zawracaja. Kiedys, a bylo to kilka lat temu przybyl takowy ktos tylko po to by na chwile poczuc sie dobrze, poczuc sie docenionym, dowartosciowanym, kochanym. Tubylec nie mogl podjac decyzji o pozostaniu, bowiem trzymano go w rydzach zwatpienia i rutyny. Nie wiedział jaka decyzje podjac i jak sie zachowac w pewnych sytuacjach, dlatego brnal dalej mimo, ze serce mówiło mu zupelnie co innego. Niestety intuicja wciaz podpowiadala aby zawrocic i zajac sie tym co podstawowe i logicznie uznane za rodzinne pojecie sielanki. Metlik w glowie, jaki tubylec nagromadzili podczas przebytej drogi jedynie uświadomił mu, ze nie moze dac tego czego by chciał a tym samym nie moze zostać tu, gdzie mu dobrze i bezpiecznie, gdzie jego przystan daje mu poczucie przynależności gdzie miejsce ciepla i rozmowy stalo sie czyms w rodzaju uzależnienia. Roztargniony i niekiedy zagubiony dręczył sie w meslach toczyl walke ze swoimi pragnieniami, żądzami, ktore utworzyly mocna wiez miedzy tym co odczuwalne a tym co mialo miejsce, przez jakas chwile. Szukal tego, czego mu zabrakło czul sie przy tym dobrze, niezależnie i w glebi duszy usatysfakcjonowany rozwojem sytuacji... aczkolwiek wiedzial, ze nie potrwa to dlugo i celem prowizorycznie latwym bylo powolne wycofywanie sie. Niestety ta droga nie była juz tak latwa i bezpredensjonalnie prosta. Byl to najciezszy etap na jakim znalazl sie od lat... nie wiedzial jak daleko moze sie posunąć i jak daleko zabrnac. Odszedl nie z dnia na dzień raczej w powolnym stylu, w tak zwanej wersji 'light' pozostawiając po sobie slad... nienamacalny dowod prawdziwie pwowstalego uczucia, z ktorym wyruszyl w kolejna podroz. Czy bylo prawdziwe? Jest!

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)