Trwożny Glos

Czas wziasc udzial w glosnej dyskusji a moze wreszcie podjąć prawdziwa debate z zyciem, z codziennością i z faktem pojawiajacego sie co chwile upiornego zwiastunu zlych, negatywnych wibracji. Od jakiegos czasu borykam sie z problemami zwiazanymi z rodzinnym zamachem na uczucia. Niestety najbardziej jak zawsze w tym całym galimatiasie cierpia dzieci. Nie sa niczemu winne, nie wybieraj sobie rodziców a tym samym nie moga decydowac o swoim losie bez ich wsparcia i milosci, czyz nie mam racji? Zawsze cieplo pisze o mojej siostrzenicy, nigdy o siostrze... temat tabu? Nie, raczej temat dosc uporczywy i smutny. Zawsze myslalam, ze siostrzana milosc jest jak unikat, moze dla niektorych tak i owszem, dla innych utrapieniem. Nie znacie tez mojej historii ani faktow, ktore zawazyly na obecnych decyzjach zyciowych. Od stycznia tego roku zajmuje sie moja siostrzenica na podstawie prywatnej umowy zawartej za posrednictwem opieki spolecznej. Wszystko totalnie uleglo zmianie, a moje, Nasze zycie poszerzylo horyzonty. Nie pierwszy raz zajmuje sie nia, zdarzalo sie to w kazde prawie wakacje i ferie - tak, ja bylam tak uprzejma sie na to godzic, ale tylko dlatego, ze ten maly skarbek zawladna moim sercem i dusza. Ma tylko 7 lat a rozumowanie bynajmniej podlega pod wiek o wiele starszy, o wiele doroslejszy. Jak to sie zaczęło? Mysle, ze szczegolow Wam nie bede pisac, ale nie ma to jak zagwarantowac dziecku atrakcje od narodzin... sam fakt, ze ojca nie znamy wzbudza wiele podejrzen i pytan, ktore wlasnie zaczynaja wychodzic z jej ust. Zycie tej malej nie rozpieszczało. Dlugo milczalam i mysle, ze definitywnie za dlugo. Nigdy nie opowiedzialam tej prawdziwej historii, tej malowanej oczami dziecka. Byc moze dlatego, ze skrywane uczucia i emocje budowaly mur obronny przed tym co nastapi. Zyjemy w czasach naprawde dziwnych, przeludnionych, pozbytych jakichkolwiek odczuć. Niestety i tragedie dotykaja nas samych, bo uwazam, ze jest to tragedia. Nie ma nikogo bez winy, bowiem kazdy gdzies w tej plontaninie sie pogubil i nie moze odnalezsc wlasciwej drogi. Wkladam bardzo duzo pracy by odbudowac wartosci, jakie dziecko powinno miec w wieku 7 lat. Nie rozpieszczam ani nie popuszczam, przytulam kiedy ma na to ochote, rozmawiam kiedy pyta, slucham kiedy opowiada. Proste czynnosci - pamietam, ze moja mama nie miala tez duzo czasu, ale zawsze nas wysluchala, dbala o to by lekcje byly zrobione, by sniadanie zjedzone, by buzia czysta była. Nie jestem matka, ale jestem za to dumna ciocia. Dzieci planowane czy nie powinny miec swoje miejsce - tym bardziej jeśli sa uzależnione od dorosłych. Ta historia ma dwa konce tak jak i Twoja. 
*****
c.d.n

Komentarze