Krajobraz iście sielankowy, za oknem przebija się słońce przez chmury pierzaste. Dobrze tak odpocząć psychicznie wśród ciszy, gdzie w oddali koń pasie się na lace, psy gdzieś w oddali się zabawiają… jedynie co słyszę to moje własne myśli. Powinnam częściej wybywać poza ten wielkomiejski gwar. O czym dziś będę pisać? Właściwie to nie wiem, bowiem tak się wyciszyłam, ze brak mi slow. Moze po prostu o zwykłych sprawach, bo tak naprawdę nie chcecie słuchać o tragediach życiowych i problemach ludzkich. Każdy z Nas ma ochotę na odrobinę adrenalinki, na dobre wieści lub uśmiać się aż ból brzucha oznajmi Nam jak zabawne powinno być życie i jak właśnie powinniśmy się śmiać. Przejdę do sedna sprawy. Pobudka 5:00 rano, za oknem deszczyk i lekka mgła… cóż taki klimat panuje w Naszych rejonach. Szybki prysznic, śniadanie i zielona herbatka. Ostanie rzeczy przeznaczone do spakowania właśnie wylądowały w torbie, sprawdzam dokumenty, czy wszystko pozamykane i udaje się w kierunku pojazdu. Ruszam w drogę. Przed Nami wyprawa w nieznane, około 3 godzin jazdy. Lubie podróżować po angielskich drogach ze względu nie tylko na dobra ich infrastrukturę, ale także na widoki jakie się rozpościerają przez okna. Kierujemy się południe Anglii, każdy z rejonów ma swoja specyfikę jeśli chodzi o architekturę, kulturę czy nawet samo podejście tubylców. Mogę zawsze rozłożyć skrzydła i odlecieć - spojrzeć nieco z góry na wszystkie połacie, domostwa rozproszone w dość szerokich odstępach co jest chwalebne. Wyobrażam sobie wówczas jak dobrze jest mieć gdzie pojechać… to dzięki znajomością, jakie człowiek zawiera przez cale swoje życie. Dzięki temu możemy wybyć do znajomych (tubylców), przyjąć zaproszenie na weekend do miasteczka lub wioski położonej daleko od miasta w ciszy, ze zwierzętami na podwórku, koniem na polu, warzywami w ogródku i rozpościerającymi się drogami na długie spacery. Docieramy do celu - jak zwykle mile witani, z uśmiechem (nie tym szyderczym, codziennym jaki możesz napotkać w Londyńskich zakątkach). Uścisk dłoni, z zapytaniem na ustach - ‘’jak się miewacie” - śniadanie ze świeżymi jajkami prosto od kury, zapach zaparzonej kawy… słońce przebiło się właśnie całkowicie i zapowiada się ciekawy dzień.
Droga wzdłuż lasu usłana już powoli lisicami kieruje Nas do zaginionego miejsca, zarośniętego krzakami i pokrzywami, ale nie ma to znaczenia, gumiaki maja te moc, która zbawiennie wpływa na przebywanie w tym miejscu. Zjawiskowe odkrycie miało miejsca tuz za zaroślami… Naszym oczom ukazał się majestatyczny widok - doliny, pojedyncze gospodarstwa, rzeczka, słońce w tle, piękne konary drzew i szeroko rozpostarta tęcza, rozpoczynająca swój bieg gdzieś za horyzontem z zakończeniem tuz nad mieniącym się wciąż zielenią platanem. Widok tak naprawdę nie do opisania, bowiem to co widzimy jest nierozłącznym elementem naszych odczuć - jedynie zapiera dech w piersiach, tym samym zatrzymuje na chwilkę by porozmyślać albo tak właściwie zapomnieć o wszystkim. Zatem ruszamy dalej w trasę jaka wyznacza Nam ta przygoda, tak ciężko Nam wyrwać się z szarej rzeczywistości i nie potrzeba drogiego hotelu, plaży czy widoków na jachty. Fakt bycia razem, możliwości dłuższej rozmowy na tematy ciekawy, głupie, śmieszne bądź mało interesujące - nie ma to najmniejszego znaczenia. Wszak czas mija ale wspomnienia pozostają na zawsze…. gdzie dalej nogi Nas poniosą? Uwarzywszy na relaks podczas tej wycieczki nie martwię się o zagubienie pośród głęboko osadzonych korzeni drzew i rozrastających się w sile zarośli, wzmaga to jedynie apetyt na jeszcze. W lesie pełno jarzyn, przypomniał mi się mój tato podczas pobytu w Anglii, zbierał je garściami i przynosił Nam do skosztowania, smaczne i zdrowe. Takie proste, życiowe gesty a ile znaczą dla człowieka… czy to znaczy, ze nie cierpimy na znieczulice? Czy to oznacza, ze jeszcze posiadamy uczucia względem innych - takie bezinteresowne? Moze i gdzieś tam dzieją się straszne rzeczy i dotykają ludzi tragedie o jakim Nam się nie śniło ale przede wszystkim należy zadbać o tu i teraz, zawsze Wam to powtarzam, tu i teraz - czerpać z życia garściami, czerpać z życia to co najlepsze. Kolejne wrażenia estetyczne to jedynie wymówka - świat stoi otworem przed Nami, bierzemy wszystko w swoje ręce. Czuć świeże powietrze, las oddycha my razem z nim. Walczę nieco z myślami, bo zawsze chciałam mieszkać w takim miejscu. Przypomina mi rodzinne miejsce, gdzie u boku babci miałam możność podnoszenia sobie życiowej poprzeczki, lata, które spędzałam na wsi wśród rodzinnych urwisów i sąsiedzkiej samopomocy. Moja babcia polubiła by to miejsce… spacer powoli zamienia się w trucht powiem spada lekki deszczyk, w ten sposób znajdujemy się z powrotem pod domostwem naszych przyjaciół. Kolejny przystanek na dziś to miasteczko, szybki obiad i zwiedzanie potem już tylko same przyjemności.

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)