To miejsce magiczne. W niespełna godzinę drogi autem, znad przepełnionych o tej porze roku, rozpalonych słońcem plaż południa Francji można przenieść się w miejsce, gdzie powietrze jest bardziej rześkie, a krajobrazy tryskają soczystą zielenią. Tak to cud! Oczywiście cud natury. To banalne określenie w przypadku Wąwozu Verdon wydaje się najbardziej właściwe. Bo to właśnie matka natura, drążąc wartkimi wodami górskiej rzeczki Verdon miękki wapienny płaskowyż Alp Górnej Prowansji, stworzyła największy kanion na kontynencie europejskim. Jego kulminacją jest 21-kilometrowy odcinek powyżej jeziora, Lac de Ste-Croix, gdzie wartkie koryto rzeki wcina się między kamienne zbocza, czasami na głębokość ponad 700 metrów, tworząc bardzo wąskie (miejscami do 6 metrów) przesmyki między brzegami. Jeśli ktoś wcześniej miał przyjemność obejrzenia Wielkiego Kanionu Kolorado w USA, będą mu się nasuwać porównania. Oczywiście nie można odmówić amerykańskiemu rekordziście rozmachu i piękna, jednak jego europejski odpowiednik urzeka w inny sposób. Mam na myśli zestawienie dwóch kolorów: soczystej zieleni na zboczach z jasnonefrytowym blaskiem wody. Osoby ceniące sobie wygodę zwiedzania zwrócą pewnie uwagę na bogactwo łatwo dostępnych punktów widokowych. Francuzi, jako naród słynący z umiejętności czerpania przyjemności życia bez zmuszania się do wysiłku, poprowadzili na obu zboczach skalnych kanionu widokową drogę, z której można w pełni doświadczać uroku magicznej krainy. Dlatego najbardziej leniwi turyści (i ci, którzy mają lęk wysokości) mogą poznać piękno tego miejsca, praktycznie nie wysiadając z samochodu. Najbardziej spektakularny odcinek to jednokierunkowa pętla nazywana Route des Cretes, wychodząca z malowniczej miejscowości Le Palud-sur-Verdon. Na 23 -kilometrową trasę najlepiej wybrać się przed południem. Wówczas padające ze wschodu promienie słońca sięgają do samego dna kanionu. Nie będą żałowali również ci, którzy zdecydują się na bardziej aktywne zwiedzanie wąwozu. Najspokojniejsza jest tradycyjna górska wędrówka. Szlakiem GR4 można przejść niemal całą długość wąwozu, jednak trzeba na to poświęcić kilka dni. Trasą na jeden dzień jest 14-kilometrowy szlak Martela. Został on wytyczony odcinkiem drogi, którą podążała w sierpniu 1905 roku ekspedycja kierowana przez Francuza Edouarda Alfreda Martela, a której przypisuje się pierwsze spenetrowanie dna wąwozu na całej jego długości. Podobno nikt z tej historycznej ekipy nie umiał pływać. Alternatywą dla górskich wędrówek jest pokonywanie wąwozu wodą. Do wyboru mamy kajaki, pontony i czółna. Jednak trasy są trudne i wymagają pomocy instruktora. Przy niskim poziomie wody zdarza się, że organizacja spływów jest zawieszana. Wówczas pozostaje wędrówka korytami rzecznymi nazywana tutaj Aqua Rando lub water hiking. To dyscyplina polegająca na ześlizgiwaniu się wodospadami, zjazdach na linach i pokonywaniu bystrzy wpław. Klify wąwozu to również popularne miejsce dla miłośników wspinaczki skałkowej. Wytyczono tu 933 drogi wspinaczkowe! Najsławniejsza jest zapewne 300-metrowa pionowa ściana Falaise de l'Escales. Mimo że oferta ekstremalnych wrażeń jest bogata, to ciągle najwięcej zjeżdża tu turystów zmotoryzowanych.

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)