Czasami mam wrażenie, ze od kobiet za duzo się wymaga. nie dosc, ze maja byc perfekcyjnymi matkami, twardymi szefowymi, świetnymi organizatorkami, rewelacyjnymi kucharkami, sprzątaczkami to jeszcze musza byc idealnymi kochankami. Czy aby nie za duzo tego wszystkiego? A jakie zadania ma spelniac mezczyzna? Praca i odpoczynek? Tak jestem feministka, do tego bardzo wyemancypowana, nie jest mi z tym zle, bowiem mój partner to rozumie i docenia wartości i priorytety jakimi się kieruje, dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych - wystarczy chcieć, sa rzeczy male i wielkie do zrealizowania; jedne wymagaj czasu, drugie nakladow pracy. Jednak nie zbaczając z tematu, dzisiejsze czasy narzucają Nam pewien stereotyp a zarazem nowoczesny punkt widzenia zawodu, jakim jest matka - ale zaraz, matka to nie zawód to sa wartości, cierpliwosc, milosc, zobowiązania a przede wszystkim czas i chęci. To nie zawód to pasja, to emocje, uczucia i wydarzenia, chwile a wlasciwie niezapomniane wspomnienia i bezgranicznie trwały watek życia. Kobieta bywa tez utożsamiana z postaciami z filmów, ksiazek i niestety tych pornograficznych wersji, ma za zadanie wygladac pięknie, nosic się z gracja, dbac o wizerunek i byc erotycznie uzależniona od igraszek i sexualnie zaaranżowanych pozycji. Mam być do przesady pruderyjna, kokieteryjnie zalotna, figlarnie ponętna, erotycznie niezaspokojona, a wtedy on zwróci na mnie uwagę. Nie daje mi jednak spokoju zasadnicze pytanie: Dlaczego to ja mam być taka, śmaka i owaka, aż do erotycznie niezaspokojonej? Dlaczego to ja muszę robić z siebie idiotkę, żeby on zobaczył we mnie kobietę? A on? Czy nie może tak po prostu podejść, spojrzeć mi głęboko w oczy i czule wyznać, ze pragnie mnie taka jak jestem. Coz w recepcie na szczęście we dwoje zadbano o to, żeby kobieta starannie i długo oraz w przemyślany sposób się upokarzała. Mezczyzna zas nie musi się wslpoczesnie w ogóle upokarzać, bowiem ''tego kwiatu pol Świata, nie ta to inna''... ale sa mezczyzni, którzy wiecznie walcza o swoja ukochana, o swa kochankę, powierniczkę i przyjaciolke - dlatego trzyma Nas to kupie, tworzymy zespól. Jeśli partner powierza Ci w zaufaniu ważne informacje, jeśli pyta o Twoje zdanie, liczy się z Nim - tym samym docenia wartości, którymi się posługujesz na co dzień. Mój związek to długi proces szczesliwych doznań, bojów i upadków, miłosnych odskoczni i przygód, wspólnych wypraw w dalekie i nieznane, to także klotnie, rzucanie słowami na wiatr, cisza i wyprowadzki, to adrenalina, podniecenie, emocje i negatywne przeczucia. Ale mimo to walczymy wspólnie, raz jedno, raz drugie... doceniamy Nasze poczynania względem przyszlosci, szanujemy podjęte decyzje, pocieszamy, gdy porażka bierze gore, radujemy się podczas awansów - duchowych, moralnych, psychicznych i zawodowych. Nie jesteśmy idealni, bo nie mamy zamiaru taka para byc. Podobnie nasz związek, relacje i fakt, ze nie przyzwyczajenie a realne uczucia dominują wsrod wspolczesnie propagowanego stylu życia: ''nie pasuje Ci, zmień sobie''. Nie moi drodzy, to nie kwestia dopasowania - bo to wlasnie kontrasty przyciagaja partnerów do siebie. Dialog to podstawa, milczenie to alternatywna droga, kompromis to idealne rozwiązanie. Sex jest ważny, ale nie najważniejszy, wcale nie zbliża po klotniach, i to nie prawda, ze ''sex jest dobry na zgode'' - dobrze wiecie, ze nie. Fakt, jesteśmy inaczej skonstruowani - kobiety i mezczyzni, ale jedynie od Nas samych zalezy, czy tak naprawdę zdecydujemy się na odważne posunięcia - na dalsza walke, wlasciwie to nie walka a zycie we dwoje... czyz nie? Bierz od życia to co ci przynosi, kazda relacja jest wazna i uswiadamia Nam dnia codziennego jak priorytetowa sprawa jest wlasnie wyzwanie korzystania z przywileju czerpania korzysci z majacych miejsce wydarzen, nadchodzacych chwil i niezapomnianych momentow. Jako partnerzy wspieramy się we wspólnych zagadnieniach, jako przyjaciele mozemy się na ramieniu wyzalic, jako kochankwie tolerujemy się i ubustwiamy, jako związek zyjemy a nie bytujemy.

Komentarze
Prześlij komentarz
Dziekuje za komentarz :-)